czwartek, 11 maja 2017

Warhammer FRPG

Przygoda I

Gdy Rufus Huber przyzwyczaił się do życia z jedną ręką, postanowił rozejrzeć się po Oldenlitz za jakąś pracą, coś co będzie lepsze od bycia drwalem. Na jego szczęście, stary znajomy Rolf Errlich dał mu możliwość zasłużenia się dla miejscowej gildii, która działała w Oldenlitz ku chwale Damesu. Tak więc wraz ze znajomymi Rolfem, Ingwarem i Walteram oraz 5 innymi mężczyznami, otrzymali zadanie, które – jak przekazał im Rolf – brzmiało :

Skontrolować  kopalnię i faktorię. Ludzi chorych lub "odmienionych" przetransportować do Oldenlitz. W razie ujawnienia "odmienności" wymykających się spod kontroli – usunąć, spalić.

                Po zrobieniu najpotrzebniejszych zakupów, kompania wyruszyła w stronę mglistych wzgórz. Gildia zaopatrzyła ich w prowiant, zaprzęg i trzy konie. Nikt z uczestników nie przyznał się do umiejętności prowadzenia powozu, tak więc cały zaszczyt spadł na Rolfa, który toczył nierówną walkę o utrzymanie zaprzęgu na rozmokłym trakcie. Obserwując z dachu powozu budzącą się do życia okolicę Mglistych Wzgórz, Rufus zauważył na północy słupy czarnego dymu, które nie zwiastowały nic dobrego. Niestety nie udało się mu nakłonić członków wyprawy do zboczenia z traktu i zbadaniu tego miejsca. Drugiego dnia, drużyna musiała zrobić sobie przymusowy postój za sprawą zniszczonego mostu na trakcie do faktorii. Huber postanowili sprawdzić, czy gdzieś w pobliżu mostu można się przeprawić przez zamarzniętą jeszcze rzekę. Udał się wraz z jednym z mężczyzn wzdłuż rzeki gdzie po kwadransie zauważył uwięzionego w lodzie trolla. Znalezisko nie zachwyciło nikogo, prócz Rufusa i Waltera. Postanowili więc zapamiętać miejsce gdzie znajduje się truchło i wrócić do niego w drodze powrotnej. Odnaleźli też jaskinię trolla  ale smród, który bił z pieczary był tak nieznośny, że nie zdołali jej przeszukać.
                Trzeciego dnia, zostawiwszy powóz przy moście, drużyna dotarła do palisady otaczającej faktorię. Niestety w nocy nikt nie reagował na ich wołania i rąbanie w bramę, postanowili zanocować pod bramą. Może to przez forsowny marsz lub za sprawą sytej kolacji, Rufus usną na warcie. O świcie okazało się, że ktoś ukradł im broń, zniknął też jeden z towarzyszy. Ślady prowadziły w stronę palisady, za której w dalszym ciągu nie dochodziły żadne odgłosy. Po przejściu przez ostrokół i otwarciu bramy, podróżnicy odkryli, że faktoria jest pusta. Domy wyglądały jak opuszczone w pośpiechu. Po dokładnym przeszukaniu wszystkich budynków, drużyna odkryła w jednym z nich ukrytą pod podłogą piwnicę, a w niej swój ekwipunek i broń. Odnaleźli też nieprzytomnego kompana, wiszącego pod sklepieniem z podejrzanie wyglądającymi ranami na szyi. Dalsze oględziny terenu faktorii pozwoliło ujawnić zasypane i zamurowane od środka wejście do kopalnie, dodatkowo zawalisko było otoczone kręgiem soli. Wszystkie odkryte rzeczy wskazywały na fakt, że w okolicy faktorii grasuje vampir. Nikt z drużyny nie miał doświadczenia z takimi istotami, zgodnie wiec postanowili przygotować się na najgorsze. Wybrali jeden z domów i zabezpieczyli wszystkie okna i drzwi. Gdy kończyli, prace, w nadal otwartej bramie prowadzącej do osady pojawiły się wilki, i wszystko było by jeszcze w normie gdyby te "wilki" nie były wielkości konia......  Ten widok sprawił, że wszyscy w trybie „instant” zabarykadowali się wewnątrz chałupy, pogrążeni w rozmyślaniu: kto k..... nie zamoknął bramy".  Z tego zamyślenia wyrwało ich pukanie do drzwi. Z wizytą przybył wychudzony jegomość, który nie zważając na krążące w pobliżu wilki pojawił się z ofertą od swojego wielce wyrozumiałego pana ( oczywiście oferta nie do odrzucenia).  Chciał rozmawiać tylko z dowódcą naszej grupy. I tak Rolf wytargował - w tajemnicy - życie dla siebie, Ingwara, Waltera i Rufusa w zamian za resztę drużyny, plus dwa konie. Rufus już dawno pożegnał się ze skrupułami, więc taki układ mu pasował. Tym bardziej, iż walka z wilkami i vampirem były czymś nierealnym. Wieczorem, jednoręki drwal upił kompanów, którzy zostali przetargowani przez Rolfa. Sam wraz z przyjaciółmi schował się w piwnicy, by nie spotkać przypadkiem tego miłego vampira gdy będzie zabierać swój okup.
Następne kilka dni drużyna spędziła na próbie sforsowania zasypanego wejścia do kopalni. Kiedy w końcu Ingwarowi udało się odpowiednio przygotować materiały, które z powodzeniem wysadziły zasypane i zamurowane od środka wejście, drużyna odkryła wewnątrz mocno wychudzonych mieszkańców faktorii którym udało się schronić przed vampirem. Po rozmowie z górnikami, banda postanawia odbudować most z pomocą miejscowych rzemieślników. Namówiła też osadników aby ci pozwolili im odwieźć dzieci do Oldenlitz, gdzie zostanie im udzielona pomoc gildii.
Kontrola ludzi w faktorii nie ujawniła, na szczęście, osób dotkniętych przemianą lub w jakiś inny sposób wypatrzonych. Dalsze dni drużyna poświęciła na odbudowę mostu i przygotowanie się do powrotu.
Rufus wraz z Walterem wrócili raz jeszcze do zamarzniętego trolla i z niemałym wysiłkiem odrąbali mu głowę, którą zgodnie postanowili sprzedać z zyskiem w Oldenlitz. Udało im się też przeszukać jamę w pobliżu mostu, ale prócz tony śmieci, nic nie znaleźli.
Dzieci udało się w bezpieczny sposób odwieźć do miasta, gdzie wysłannicy miejscowej gildii przejęli je wraz z wozem. Ostatecznie wyprawa zakończyła się sukcesem, drużyna choć w niepełnym składzie dotarła do miasta, otrzymała zapłatę a gildia dostała to czego oczekiwała.
Walter i Rufus sprzedali głowę trolla za co otrzymali trochę złotych koron ekstra,a po podkolorowaniu odrobinę historii o tym w jaki sposób pozyskali czerep trolla, w mieście zyskali sławę trollobójców.  Jednoręki drwal dostał od gildii zapewnienie, że może liczyć na stanowisko miejscowego oprawcy - jak tylko się zwolni.

Jedynym niezadowolonym z przebiegu całej wyprawy był Ingwar Egosson, który był do tego stopnia zdołowany, iż postanowił przekazać cały swój żołd na miejscowy sierociniec. Rufus stwierdził tylko, że mając tak delikatne sumienie, nikt w starym świecie nie pociągnie zbyt długo .....  

piątek, 14 kwietnia 2017

Pandemic - Czas Cthulhu





Nareszcie. Po kilku tygodniach torturowania modeli do gry Pandemic - Czas Cthulhu, udało mi się zakończyć ich malowanie. Trochę to trwało, ale ostatnio mam mało okazji, żeby się wyrwać i poznęcać nad czymkolwiek. Ostatecznie wyszło chyba w miarę dobrze (jak na mnie). Mogłem sobie darować malowanie oczu, które teraz wyglądają tak, jakby dzielni bohaterowie nażarli się mocnych dropsów z LSD, po których dostali wytrzeszczu oczu na widok  Shoggothów. Mniejsza o to, ważne, że skończone, a prezentuje się to mniej więcej tak:


Bohaterowie:





Kultyści ( albo chór gregoriański ):





Shoggoth x 3:





I na koniec zdjęcie rodzinne:



I to tyle, jedno jest pewne, nawet trochę pomalowanymi figsami gra się przyjemniej.

wtorek, 4 kwietnia 2017

Warhammer FRPG - jednoręki drwal. . .

W ubiegłym miesiącu, po długiej przerwie, postanowiliśmy wraz z kolegami rozpocząć kampanie fabularną w świecie Warhammera. Korzystając z zasad zawartych w podręczniku Warhammer Toft udało się stworzyć postacie i rozegrać pierwszą przygodę. Jednocześnie Qc, mistrzu rozgrywki, poprosił byśmy stworzyli historię naszych postaci z uwzględnieniem wylosowanych punktów. Mi przypadło odgrywać postać drwala - tu dziękuję moim kostką - z jedną ręką, a sama historia miała zawierać następujące punkty:
1. Ma zły charakter.
2. Wierzy w jednego boga.
3. Fascynuje się malarstwem.
4. Nie lubi Stirlandczyków.
5. Nie przejmuje się zdradą.
6. Jest zdania, że Imperator traci swoją władzę na rzecz elektorów.
7. Krewny wprowadził go na drogę przygód.
I o zgrozo:
8. Bohater stracił dziewictwo w kaplicy.

Postać drwala-kaleki ze średnimi statami i takim życiorysem - moje kostki mnie nie lubią;-)

Ale nie ma co marudzić, mogło być gorzej - jasneee. . . Trzeba pogłówkować i z każdego da się zrobić bohatera.

Oto jak udało mi się poskładać jego historię.


RUFUS HUBER

Rufus Huber przybył do Nordlandu ze swoimi rodzicami, ojcem Quintusem oraz matką Karelią. Tamte czasy pamięta jak przez mgłę. Ojciec Quintus był bardzo tajemniczy i pewnego dnia, gdy Rufus był jeszcze bardzo mały, wyruszył w poszukiwaniu przygód i tak słuch o nim zaginął.  Matka  pracowała jako podkuchenna w rezydencji mistrza gildii kupieckiej w Dietershafen. Ów mistrz gildii był wyjątkowo parszywym dusigroszem więc rodzina Huberów klepała słodką biedę ze wszystkich sił. To poskutkowało rozesłaniem piątki dzieci po całej prowincji. Rufus, najmłodszy z 5 braci został odesłany do swojego wuja, Sigismunda Gubera, który dał mu schronienie i pomógł znaleźć prace przy wyrębie drzew w okolicach Oldenlitz. Wieczorami Sigismund zanudzał Rufusa swoimi wywodami na temat polityki Imperium „ Jak to Imperator traci swoją władzęw Imperium na korzyść Elektorów” i „ Jakimi podłymi ludźmi są Stirlandczycy”. Czasem - po wypiciu większej porcji podłego miejscowego piwa - wspominał o tajemniczych podróżach jego ojca Quintusa, ale zawsze urywał je dość szybko i pogrążał się w ponurych rozmyślaniach. Na trzeźwo zaprzeczał, żeby cokolwiek o nich wiedział.
Monotonne życie Rufusa - drwala z Oldenlitz przerwała seria niefortunnych zdarzeń, u podstaw których stał alkohol i kobieta. Rufus szczęśliwie/nieszczęśliwie uwiódł córkę miejskiego handlarza srebrem. Stało się to w pierwszy dzień lata, nie wiedząc nawet kim była, spotkali się na zakrapianej uczcie w Oldenlitz, upamiętniającej dzień koronacji Sigmara. Mocno zaprawieni, poszukali miejscaw którym mogli by dać upust swoim młodzieńczym zachcianką. W okolicy była kaplica Sigmarai tam właśnie Rufus i (jak się później dowiedział) Anika stracili dziewictwo. Pech chciał, że z tego młodzieńczego zrywu, dziewczyna zaszła w ciążę. Jak się można domyśleć jej ojciecnie był zadowolony. Ale młodzi przypadli sobie do gustu i postanowili się pobrać. Jakiś czas po tym Rufus był już ojcem czwórki dzieci. Od Aniki ,Rufus nauczył się doceniać sztukę a w szczególności malarstwo. Choć sam nie miał do tego talentu. Ich związek nie był jednak pobłogosławiony szczęściem, jego żona zmarła przy porodzie czwartego dziecka. Ojciec Aniki, odebrał Rufusowi dzieci, co przy jego pozycji, kontaktach i posiadanych środkach nie było trudne.
Po tych przejściach, Sigismund przekonał Rufusa do zmiany swojego życia i poszukania szczęścia w podróżach i przygodach (byle nie w towarzystwie Stirlandczyków). Mówił „Że ma to we krwi po ojcu”. Ale nic więcej nie chciał powiedzieć.
Nie mając wiele do stracenia (tak mu się przynajmniej wydawało), zebrał swój marny dobytek i ruszył w drogę do największego miasta w okolicy – Salzenmund. Dołączył do podróżników zmierzających w tamtym kierunku. Odenlitz opuścili przed wschodem słońca, kilku podobnychdo niego poszukiwaczy przygód, kilku chłopów i tajemnicza para która próbowała wmieszać się w ich towarzystwo. To wydało się  Rufusowi podejrzane, starszy mężczyzna który wyglądał jakby nie jedną wojnę przeżył i kobieta, prawie cały czas skrywająca twarz pod kapturem znoszonego skórzanego płaszcza. Ale co może wiedzieć o takich rzeczach 21 letni drwal? Nic.
Po kilku godzinach podróży, starszy jegomość zaczął rozmowę z Rufusem, przedstawiając się jako Erich. Zapytał: „Chcesz zarobić kilku złotych koron jako ochroniarz, bez zadawania jakichkolwiek pytań?” Jak wiadomo złoto usypia czujność, więc młody Huber zgodził się od razu. Po jakimś czasiei dotarli do Salzenmund. Przez ten czas zdołał się jedynie dowiedzieć, że zatrzymają sięw karczmie „Pod Starą Wierzbą” przez dwa dni, potem ich drogi się rozejdą a on dostanie pieniądze. - Ot dziwna para spoza prowincji – pomyślał Rufus. W „Starej Wierzbie”, Erich od razu zamówił trzy osobowy pokój w którym się zatrzymali. Dopiero po zaryglowaniu drzwi kobieta ściągnęła płaszcz. Była ubrana w białą tunikę ze znakiem złotego serca spiętą srebrną broszą przedstawiającą gołębia. Rufus dziwił się dlaczego kapłanka Shallyi podróżuje w ukryciu, przecież nikt nie śmie jej skrzywdzić, ale powstrzymał się od pytań. Dziewczyna szybko zasnęła, zmęczona podróżą, a Erich oznajmił, że będzie czuwać pierwszy, Huber miał mieć drugą wartę. Parę godzin przed świtem, młody drwal zamienił się z Erichem wartą. I kiedy już prawie świtało, usłyszał szuranie i cichy szept za drzwiami pokoju. Podszedł bliżej zaniepokojony i w tej chwili zdarzenia potoczyły się błyskawicznie. Drzwi eksplodowały z hukiem i wpadły do pokoju, powalając go na ziemię. Oszołomiony zauważył kontem oka trzy zakapturzone postacie wpadające do izby.  Odruchowo rzucił się po swój wielki topór leżący na łóżku. Erich jakimś cudem już stał na nogach i natarł na pierwszą z postaci. Błysnęła stal i szybkim ciosem sztyletu przeorał gardło pierwszemu z oprychów. Niestety drugi napastnik był przygotowana na taki obrót wydarzeń i wyprowadziła szybki cios krótkim mieczem w głowę ochroniarza. Ten zdołał jedynie lekko zbić cios, który trafił go prosto w skroń, posyłając mężczyznę w niezgrabnym półobrocie na kolana. Rufus na szczęście trzymał już topór i biorąc szeroki zamach, ledwo mieszczący się w pokoju, trafił przeciwnika w środek klatki piersiowej. Głośne chrupnięcie i zdławiony krzyk dał mu pewność że ten wróg już więcej nikogo nie zaatakuje. I w tej chwili młody drwal spojrzał w stronę dziewczyny. Siedziała na łóżku z przerażoną miną a kilka kroków przed nią stał ostatni z trójki zabójców, unosił ręce w dziwnej pozycji i wykrzykiwał słowa w niezrozumiałym języku. Rufus szarpnął topór, niestety ten zbyt mocno wbił się w ciało. Nie myśląc wiele, rzucił się całym sobą, osłaniając kapłankę. W tym samym momencie z dłoni zakapturzonej postaci wystrzeliło fioletowe światło i z impetem uderzyło w Rufusa, który poczuł się jak gdyby uderzył w niego rozpędzony powóz. Pokój zawirował w obłędnej spirali i jedyną rzeczą jaką dostrzegł przed zderzeniem się z podłogą, był Erich, który podnosi się z ziemi, jedną ręką złapał za kaptur ostatniego oprycha i zamaszystym ruchem  wbija sztylet w krtań przeraźliwie wręcz bladego typa. Huber stracił przytomność.
Obudził się u miejskiego cyrulika, który nerwowo potrząsał nim i pytał jak nakręcony:
- Jesteś w stanie wstać, możesz już iść do siebie. Możesz wstać. Słyszysz mnie!
 W głowie Rufusa plątały się niewyraźne obrazy młodej kapłanki pochylającej się nad nim, Ericha który trzyma go mocno i wspomnienie potwornego bólu. Kiedy świat przestał wirować,w głowie kołatały mu się różne myśli i melodyjny głos dziewczyny która mówi „Będę się o ciebie modliła, niech Shallyia zwróci ci to co utraciłeś. Pamiętaj nie zapomnę o tobie”.
- O co jej chodzi – Pomyślał. Po czym spróbował się przeciągnąć. Z oddali powrócił potworny ból, spojrzał na swoją rękę i już wiedział o co chodziło dziewczynie. Stracił rękę. Zabandażowany, groteskowy, pokrwawiony kikut ramienia machał bezwładnie i nierealnie, jakby nie należał do niego, jakby żył własnym życiem. Mógł by przysiąc, że czuje swoją rękę. Ale jej tam nie było.
- Nieeee!!! Nieeeeee!! - Krzyczał, aż zemdlał.
Ponownie obudził go blady, chudy cyrulik, który podsuwał mu pod nos jakąś drażniącą niemiłosiernie zmysły substancję.
- Musisz już iść. Idź już. Będziesz żył. Ale idź już – nerwowo powtarzał cyrulik.
Rufus na wpół otumaniony, zwlekł się z łóżka. Chłopak wepchnął mu w jedyną rękę plecak zapakowany jego rzeczami i małą sakiewkę.
- Miałem ci to dać, od tej pary która cię tu przyniosła. Idź już. Idź. I tak długo tu leżałeś.
I poszedł. Powłócząc nogami, na wpół przytomnie zdołał wrócić do Oldenlitz, do wuja Sigismunda, który bez słowa wpuścił go do domu. Nalał mu mocnego trunku i tak w ciszy przesiedzieli do późnej nocy. Rano, gdy Rufus się obudził wuja nie było. W głowie dalej mu szumiało. Czuł się inaczej niż kiedyś. Wszystko na co patrzył, co słyszał było inne. Wszystko było złe. Przynajmniej na razie. W sakiewce którą dostał znalazł 10 złotych koron i mały srebrny wisiorek z wizerunkiem gołębicy.
- „... Shallyia zwróci ci to co utraciłeś...” – słowa młodej kapłanki nie chciały opuścić jego głowy.
Po tych wydarzeniach, Rufus dłuższy czas dochodził do siebie, ale jego pech go nie załamał. Wręcz przeciwnie, postanowił raz jeszcze spróbować życia poszukiwacza przygód. Może to doświadczenie które zdobył, pomoże mu w przyszłości. Może uda mu się znaleźć sposób na odzyskanie sprawności, w końcu wiele rzeczy jest możliwe. Osiągnie to zgodnie z prawem lub nie. Co do tego jednego nie będzie miał skrupułów. Głęboko w sercu modlił się do bogów o łaskę.


I to koniec tortury, za jakiś czas napiszę jak Rufus poradził sobie  z pierwszą przygodą. Kampanię możecie też podpatrywać na blogu Qc, gdzie opisuje to wszystko z punktu widzenia MG.

Pozdrawiam.

PS:Sory za literówlh itp, pisanie na komórce boli. Poprawię, jak dorwę kompa:-)

piątek, 17 marca 2017

Pandemic - Czas Cthulhu

Jakiś czas temu, kumpel zapytał mnie czy pomalowałbym mu figurki do gry Pandemic - Czas Cthulu. Jako, że lubię książki  H.P. Lovecrafta, które mają niesamowity klimat, zgodziłem się z przyjemnością. I tak oto trafił do mnie taki zestaw :








Szczerze mówiąc, miałem nadzieję, że będą lepiej wykonane. Jakość szczegółów niestety nie powala na kolana, ale to akurat normalne przy grach planszowych. Największy ich minus to wyjątkowa giętkość, jakby były wykonane z gumy. No nic. Zobaczymy jak wyjdą po pomalowaniu. Jakiś czas już je męczę i torturuję. Efektami pochwalę się niebawem. Pozdrawiam. 

piątek, 3 marca 2017

Kult Dzieci Zagłady - reszta lekko zepsutej bandy.

Udało się zrobić fotki do końca, więc bez rozbijania bandy na atomy pozwolę sobie wrzucić całą resztę (bo jeszcze do końca zgnije:) ).

Wtajemniczony



Akolici



Dodatkowy bohater, na wypadek gdyby któryś z kultystów zasłużył się dla sprawy:)




Opętany





No i na koniec, największa zgniła kupa mięsa w drużynie Ogr




I szybka sweet focia grupowa.


A obecnie, wtajemniczony pracuje nad wskrzeszeniem nadgniłego truchłą trolla, przytarganego przez akolitów, oby mu się to udało, będzie pasował do drużyny, ale wszystko zależy od łaski Nurgla. 

środa, 1 marca 2017

Kult Dzieci Zagłady - Plagogory i Nurglingi

Plagogory i Nurglingi to kolejni stronnicy do bandy kultystów Nurgla, których udało się skończyć na turniej Warheima FS. 
Plagogory



 Nurglingi ( czyż nie są słodkie:) )



Jeśli wam się podobają, dajcie znać, zachęcam do krytyki, zawsze się przyda kilka rad dotyczących malowania. Pozdrawiam.

wtorek, 28 lutego 2017

Kult Dzieci Zagłady - Kultyści


Jakiś czas temu, na potrzeby pierwszego turnieju Warheim FS udało mi się pomalować kilka modeli, które ostatecznie stworzyły bandę kultystów. Nie są to oryginalne modele, ale zbieranina wszystkiego co było pod ręką ( przynajmniej w jakiejś tam części ). W pierwszej kolejności przedstawiam trochę odmienionych flagelantów, którzy porzucili wiarę w Sigmara i znaleźli radość życia w chorobliwym uścisku papy Nurgla.
















I to tyle, za jakiś czas wrzucę resztę bandy, mam nadzieję, że konwersje wam się spodobały i komuś podrzuciłem choć jeden pomysł na poznęcanie się nad własnymi modelami. Pozdrawiam. 

piątek, 24 lutego 2017

Stare trupy

No dobra, pora wygrzebać z szafy (strychu, piwnicy, spod łóżka) stare trupy, które udało się kiedyś pomalować. Teraz przynajmniej będą w jednym miejscu, na początek najstarszy, suchar, że aż zęby trzeszczą - Darkness Hunter firmy Rackham Miniature. Trochę się nad nim poznęcałem, mam nadzieję, że nie wyszło źle. 



I to na tyle, za jakiś czas kolejne suchary.