piątek, 23 czerwca 2017

"W promieniach bezlitosnego, południowego słońca piaski zaczynają się ruszać..."


     Powoli zaczynam się zabierać za składanie bandy nieumarłych z Nehekhary, a prościej umarlaków pod dowództwem Księcia Grobowców. Jako że banda posiada w swoich szeregach sporą ilość Rojów, postanowiłem zrobić je od zera własnoręcznie ( z kupieniem też byłby problem bo w Warheimie roje maja podstawki 25 na 25 mm a nie standardowe 40 x 40 mm ;/ ). Podstawek też niestety nie miałem, ale te wyciąłem z cienkiej sklejki o takiej samej grubości jak standardowe podstawki, więc po pomalowaniu nie powinny się niczym różnić. Samą podstawkę urozmaiciłem resztkami korka, kamieniami i piaskiem, plus kilka resztek. Robaczki zrobiłem z GS-u, wyszło hmmm...


...śmiesznie, mam nadzieje że po pomalowaniu nie będą się prezentować o tak:


     No i przydałoby się wyrobić przed zbliżającym się turniejem Warheim FS a jeśli ktoś jest zainteresowany to poniżej plakat z info. 



     Jeśli macie jakieś fajne patenty na robienie insektów, robaków i innych paskud, podrzućcie link, chętnie podłapie patenty:) Pozdrawiam.







wtorek, 20 czerwca 2017

Panie, a na czym my to ustrojstwo postawimy...

     Ostatnio udało mi się zrobić szafot. Ale trzeba by go jeszcze na czymś postawić. Tak więc z dostępnych tu i tam rzeczy skleciłem "prawie" drewniany podest o wymiarach 15 cm na 10 cm i wysokości ok 5 cm. Górną część oraz schody zrobiłem ze spienionego PCV, filary natomiast z tyczek zakupionych w Castoramie, a mniejsze deseczki są z długich zapałek. Na kawałku PCV narysowałem ołówkiem rzeczy, które miały się znaleźć na podeście. Później ostrym nożykiem wyryłem przerwy między deskami i podniszczyłem całość.



  
     Pilnikiem zaokrągliłem krawędzie desek, dodałem szczeliny i powoli zacząłem dłubać strukturę drewna. Na koniec dodałem ślady po gwoździach.



     Po wieczorze spędzonym na pastwieniu się nad płytką PCV, efekt prezentował się tak.


     Pozostało tylko dociąć i podniszczyć filary oraz kilka desek. Następnie wszystko posklejać w dość przypadkowy sposób. 

 




     A tak się prezentuje w towarzystwie modeli w skali 28mm. Pomalowaną całość, razem z szafotem znajdziecie na Danse Macabre - jak tylko QC się wyrobi z setką innych pomysłów do Warheim FS :D Mam nadzieję, że wpisze się w klimaty na stole. 











środa, 7 czerwca 2017

Jak zrobić szafot i nie stracić przy tym głowy.

      Jak zrobić szafot? Bardzo prosto. Będzie potrzebne kilka rzeczy, na początek spienione PCV, ja zaopatrzyłem się w takie o grubości 3mm. Dzięki temu że jest sztywne, a zarazem łatwe w obróbce, nadaje się idealnie do podrabiania rzeczy z drewna. Do tego zwykły klej typu kropelka, który łączy elementy z PCV niczym spawarka. Serio, nie rozkleicie tego, prędzej rozerwiecie. Ale po kolei. Na początek znalazłem sobie ofiarę, wybór padł na coś takiego.
















       Przygotowałem plan działania i wyciąłem części, które będą potrzebne do poskładania modelu, jeśli macie więcej elementów, dobrze jest je sobie opisać, potem idzie się bardzo łatwo pogubić co gdzie miało się znaleźć, a kropelka spawa na amen!! Dobrze jest też przeszlifować wycięte krawędzie drobnym papierem ściernym, będą wtedy mniej "kwadratowe". 

      Gotowe elementy trochę podniszczyłem, gdyż szafot zagości gdzieś w starym świecie, a tam mało jest rzeczy idealnych. Tak więc zrobiłem tu i ówdzie kilka dziur, wgnieceń, rys i ubytków.

 

      Następnie zaopatrzony w profesjonalne narzędzie do rzeźbienia (to może być cokolwiek z odpowiednio ostrą końcówką) zacząłem zabawę w kornika i wyryłem na wszystkich elementach wzory przypominające strukturę drewna. (Taką mam przynajmniej nadzieję:)) To chyba najbardziej pracochłonny element tej dłubaniny. 


      Kiedy już wszystkie elementy miałem gotowe nie pozostało mi nic innego jak tylko posklejać poszczególne części.


      Po sklejeniu całości, za pomocą najmniejszego wiertła, takiego jakiego używam do pinowania modeli, nawierciłem delikatnie miejsca modelu, w których postanowiłem zrobić nity. Tu muszę wspomnieć iż samo ostrze szafotu zrobiłem z kawałka twardego plastiku, dla przykładu może to być stara karta bankomatowa...no albo nowa jak ktoś ma nóż na gardle:P

      Do samych nitów użyłem kulek, pozyskanych ze starego filtra węglowego oczyszczającego wodę. (Standardowy wkład do dzbanka "Brita"). Wszystko przyklejone na kropelkę. 

      No i to by było na tyle. Gotowy model wyszedł mi tak:






      Mam nadzieję, że ten krótki opis komuś się na coś przyda, bo stworzenie mebli, skrzynek, drogowskazów i całej masy innych przeszkadzajek, które urozmaicą nasz stół jest w zasadzie banalnie proste i tanie.

PS: Pamiętajcie, tworzenie rzeczy ze spienionego PCV uzależnia!! :D 

wtorek, 6 czerwca 2017

Warhammer FRPG - Damesu


W małych miastach - takich jak Oldenlitz - niewiele się dzieje, i tak chyba jest najbezpieczniej. Jak się już coś wydarzy, wróży to dla kogoś kłopoty. Tak było i tym razem. Zapyziałe miasteczko Oldenitz zmagało się z rewolucją jelitową, która przybrała rozmiary cholernej epidemii. W karczmie „U Kata” Ingwar, Domen i Rufus pili za zdrowie Waltera i Rolfa, których zmagała podstępna choroba. (Jak ominą jeszcze jedną sesję, zasrają się na śmierć.) 
Czekali też na nowe zadanie, którego szczegóły miał im przekazać niejaki Dieter Haxt – szlachcic wysłany z Salzenmund, co wróżyło dobry zarobek. Ponieważ oczekiwanie na Dietera przedłużało się, Rufus postanowił zaciągnąć na piętro Brygidę, jedyną w karczmie „U Kata” kobietę „ciężko pracującą”. Dziesięć szylingów wystarczyło, żeby ją przekonać. Nie minął jednak kwadrans, jak w drzwi pokoju zaczął tłuc zdenerwowany Ingwar.

-  Czego – zachrypiał Rufus – zajęty jestem, poczekaj na swoją kolej.
-  Lepiej żebyś zszedł na dół, szybko!!
-  Coś ty zaś wymyślił, poczekaj, zejdę jak skończę...
-  Chodzi o tego gościa od nowej roboty – krzyczał przez drzwi Ingwar – Jest problem...
-  Cholera- zaklął pod nosem Rufus, naciągnął portki i ruszył za Inwarem.

         Przed gospodą „U Kata” leżał Haxt, ale zamiast zadania, miał wbity w pierś bełt, po samo pierzysko. Rufus podrapał się po brodzie, coś mu tu wyglądało znajomo, nagle go olśniło...

-  Cholera- rzucił, i szybko pobiegł sprawdzić swoje pakunki, które zostawił na parterze karczmy.

W rzeczach przygotowanych na wyprawę miał nową kuszę, którą kupił dwa dni wcześniej i kołczan 10 ...  nie, już 9 bełtów. Cholera pomyślał i wybiegł przed karczmę. Tam Ingwar i Domen sprawdzali już co Dieter ma zbędnego przy sobie. Długo to nie trwało, bo ogólny gwar i zbiegowisko jakie się zrobiło momentalnie przyciągnęło kilku lokalnych milicjantów. Rufus wrócił do karczmy poszukać Brygidy, czół, że ktoś go wrabia, a akurat to ona mogła być jego alibi. (No akurat to k...... w starym świecie na pewno ktoś uwierzy na słowo.) Jak na złość nigdzie jej nie było. Za to jak z pod ziemi wyrósł Kurt - miejscowy sprzedawca, od którego Rufus niedawno zakupił kuszę z bełtami –
i zaczął kłapać gębą:

-  Panie strażniku, ten bełt, co to z niego wystaje, to ja go poznaje, sprzedałem go ostatnio, no Rufusowi.

No jak by tego było mało, na schodach prowadzących na piętro karczmy stał Ingwar
i machał zdenerwowany do Rufusa. Kiedy wbiegli na górę w pokoju, w którym wcześniej używał sobie jednoręki drwal, leżała Brygida z sztyletem w bebechach.

-  Do diabła - zaklął Rufus, coś znowu wyglądało znajomo ... 
-  Poznajesz ten sztylet Ingwar? -Chudy tatuażysta zbladł.
-  Psia mać, to mój, ale jak...

Na te słowa do pokoju wpakował się strażnik miejski. Rozejrzał się po pokoju, popatrzył na Ingwara i Rufusa, uśmiechnął się i pokręcił głową:

-  No, co żeście dziś zmalowali, co? Nie wygląda to dobrze. 

Na szczęście drużynę,  po ostatnich wydarzeniach znano dość dobrze i u strażników miejskich cieszyli się dość dużym zaufaniem. To dało im szanse na wytłumaczenie się z tej sytuacji i przekonanie strażnika by ten dał im chwilę na rozejrzenie się po okolicy za ladami i dowodami na swoją niewinność.
           Rufus odkrył, że okno w pokoju jest uchylone, a na dachu są ślady prowadzące w stronę stajni. W samej stajni odkryli strzępy zielonego płaszcza. Domen natomiast postanowił znaleźć i wypytać chłopca stajennego, który na swoje nieszczęście, też zmagał się z rzadką chorobą. Gladiator tak chłopaka postraszył, że ten w przypływie paniki zafajdał nie tylko swoje gacie, ale i buty Domena (Tak. Nasz drużynowy gladiator wzbudza strach.). Chłopak zarzekał się, że nic nie widział, nic prócz wnętra wychodka...
            Po tych krótkich oględzinach, strażnicy odprowadzili wszystkich do miejscowego władygi  – Von Oldenlitza .Ingwar przekonał go, by ten dał drużynie 2 dni na odnalezienie zabójcy i oczyszczenie się z podejrzeń.
            Rufus miał już plan kogo trzeba wypytać o więcej informacji.  Ruszyli we trzech z powrotem do karczmy „U Kata”. Tam wypatrzyli handlarza – Kurta i przysiedli się do jego stolika. 

-  Gadaj człowieku co wiesz na ten temat, albo zaraz ci przypierdziele!!- niespodziewanie wybuchł  Ingwar, który był już na skraju nerwów. (W tym momencie chudy tatuażysta przeraziłby samego Imperatora.)
-   Ale, ale co, no ja tylko poznałem swój towar, no co?
-  Czy ktoś jeszcze kupował coś do kuszy u ciebie ostatnio, ktoś się o nas rozpytywał, ktoś obcy? Ktoś w zielonym płaszczu?- Zaczęli na zmianę zadawać pytania Rufus, Ingwar i Domen.
-  E, no, w sumie, tak jak pytacie to tak, był u mnie jeden gość, pytał o trollobójców, gdzie was znajdzie. – zaczął mówić Kurt, zerkając z przestrachem na Ingwara. - Taki w zielonym płaszczu z kapturem, twarzy nie widziałem ale przyjechał na siwku. No nic więcej nie wiem, dajcie mi spokój. 
-   Jeszcze sobie pogadamy – rzucił na odchodne Rufus.

Drużyna postanowiła raz jeszcze się rozejrzeć przy stajni. Rufus spostrzegł świeże ślady podków prowadzące ze stajni w kierunku drogi na Salzenmund. Nie marnując czasu ruszyli na trakt, idąc tropem znalezionym przez drwala. Godzinę drogi od bram miejskich, ślady zakręciły w las, by po zatoczeniu okręgu, wrócić na drogę prowadzącą w stronę Salzenmund. Towarzysze postanowili, że jeśli chcą dogonić zabójcę, muszą iść nocą, zrobili więc prowizoryczne pochodnie i tak, tuż przed świtem ich oczom ukazał się przydrożny zajazd do którego prowadziły ślady. Zmęczeni nocnym marszem postanowili zakraść się po cichu do zajazdu i zakończyć sprawę jak najszybciej. Rufus przekupił stajennego by ten przed świtam wpuścił ich za parkan otaczający zajazd. W stajni  odkryli konia, który pasował do opisu, wypytali się też przekupionego stajennego o jego właściciela.

-   To kobieta panie- rzekł chłopak.
-   Ta kobieta to zabójca, ścigamy ją, masz tu złotą koronę, nie widziałeś nas, zachowuj się, jakby nic się nie wydarzyło – pogroził Rufus, 
         Ruszył z Domenem i Ingwarem do stajni, ukryć się i przygotować zasadzkę. Gdy siedzieli w ukryciu, czekając na ofiarę, nagle usłyszeli kroki. Do stajni wszedł młody chłopak, służący z zajazdu. Zaspani i znużeni wojacy nie zdążyli zareagować w porę i malec ruszył biegiem do zajazdu, drąc się ze strachu przed trzema podejrzanymi typami. (Masters of zasadzkas:))

-  Za nim, szybko - rzucił Domen - Ruszyli biegiem za smarkaczem.

Wpadli przez główne drzwi do sali zajazdu. Tam zaspani goście nie zwrócili uwagi na przestraszonego chłopaka, który przebiegł sale chowając się za szynkwas. Za to wszyscy skupili swój wzrok na trzech typach którzy wpadli do sali. Wszyscy prócz postaci w zielonym płaszczu, siedzącej tyłem do wejścia. Rufus sięgnął jedyną ręką po toporek do rzucania, Doman poluzował miecz, Ingwar, no cóż jak to uczony:

-  Chłopaki, pójdę zagadać, nie możemy tak od razu jej zaatakować.
-  Dobra masz jedną szansę - zgodziła się pozostała dwójka z niesmakiem, powoli zachodząc kobietę.

Ingwar obszedł stolik, przysiadł się i zaczął rozmowę:

-  Dlaczego próbujesz nasz wrobić?- zaczął spokojnie.

Z ust kobiety usłyszał jedynie cichy szept, po czym stracił kontakt z rzeczywistością, jego oczy wywróciły się na drugą stronę. Wstał jak w transie i stanął pomiędzy kobietą a swoimi przyjaciółmi.

-  Psia mać, Ingwar, co robisz - rzucił Rufus, i chwilę później pojął co się dzieje.

Znów miał do czynienia z magią, żarty się skończyły. Domen wypłacił Ingwarowi idealnego liścia, po którym ten na szczęście się ocknął. Rufus szybko skoczył  w stronę stolika, ale kobiety już tam nie było. Ruszyli na zewnątrz, tam Domen kontem oka zauważył jak postać w zielonym płaszczu zwinnymi ruchami ucieka po dachu zajazdu. Nie zastanawiając się długo wystrzelił z kuszy w jej stronę, bełt z trzaskiem uderzył w kamienne dachówki
i rozprysnął się w drzazgi. Tuż za bełtem poszybował topór Rufusa, ale przeleciał nad budynkiem i przepadł po drugiej stronie, tak jak ich cel. Cała trójka ruszyła biegiem okrążając karczmę.  Po drugiej stronie zajazdu, stanęli jak wryci. W cieniu pod ściana zobaczyli ściganą kobietę, stała w lekkim rozkroku, przyszykowana do walki.

-  Zastanówcie się co robicie, możecie to przypłacić życiem, dajcie mi odejść – powiedziała cicho, ale bardzo niepokojąco.

Rufus natychmiast rzucił w stronę kobiety swoim ostatnim toporkiem, chybił. Domen ruszył do walki. Wokół dłoni kobiety zatańczyły ciemnofioletowe światła, po czym jednym słowem oszołomiła Domena i Rufusa, stanęli jak wryci z białkami wywróconymi do góry. Kobieta ruszyła pewnym krokiem w stronę Ingwara.

-  Zejdź mi z drogi chłopcze – rzuciła.

        Ingwar odsunął się na bok nie spuszczając jej z oka. Gdy tylko zniknęła za rogiem budynku podbiegł do kompanów i ocucił ich szybko. Nie marnując czasu cała trójka ruszyła pędem na dziedziniec zajazdu gdzie było już słychać rżenie konia. Rufus zdążył jeszcze podnieść swój toporek. Wybiegli na dziedziniec w momencie gdy kobieta pędem mijała bramę, Rufus po raz kolejny rzucił toporem, tym razem trafnie. Zabójczyni straciła równowagę i spadła z konia, unikając o włos bełtu wystrzelonego przez Domena.

-  Brać ją! -krzyknął Domen porzucając kuszę i rzucając się biegiem w jej stronę. 

         Rufus intuicyjnie zrobił tak samo i wyprzedził gladiatora, wymierzając leżącej jeszcze kobiecie soczystego kopniaka z rozbiegu, prosto w głowę. Ten ześlizgnął się po skroni dziewczyny. W ułamku sekundy magiczka wywinęła się, zgrabnie stając na nogi i sięgając szczęki Rufusa ukrytym w dłoni kastetem. Siła ciosu przestawiła drwalowi szczękę, zobaczył  mroczki przed oczami. Gdy odzyskał świadomość, Domen ciężko dysząc, nadal walczył z kobietą. Huber nie czekając długo wyszarpnął miecz i natarł na wirującą zgrabnie zabójczynię. Ta odbijała ciosy dwójki wojaków, celnie kontratakując. Domen i Rufus  zaczęli wątpić, że dają radę pokonać w walce tą zieloną diablicę.

-  Zastrzel sukę Ingwar!- wrzasną Rufus, po kolejnym ciosie, który tylko cudem sparował mieczem - Na co czekasz strzelaj!
Ingwar stał kilkanaście kroków od nich z załadowaną kuszą i mierzył w walczących.
-  Strzelaj psia mać!- zaklął drwal .

            W tym momencie chłopak zdobył się na odwagę i nacisnął spust, trzask stalowego łuczyska ciężkiej kuszy przetoczył się po dziedzińcu. Masywny bełt wpadł w walczących i wbił się w dziewczynę. O dziwo strzał był dla niej tak pechowy, że przebił kolczugę skrywaną pod płaszczem, wbił się w udo, po czym siłą rozpędu odbił się od kości miednicy i ugrzązł w podbrzuszu. Czarodziejka runęła na ziemię z twarzą wykręconą grymasem bólu ginąc niemal na miejscu.

-  Było się tak nie kręcić i nie cudować, psia twoja mać! –rzucił ostatkiem sił Rufus – dobry strzał Ingwar, w ostatniej chwili żeś usiekł tą su....

Urwał w połowie, gdyż odwracając się w stronę kompana zauważył, że w ich kierunku mierzy z łuków trzech strażników dróg, a dosłownie wszyscy ludzie z zajazdu stoją i gapią się na nich.

-  O w mordę... – zaklął Rufus – uświadamiając sobie jak to wygląda z ich perspektywy.
-  Spokojnie, jestem szlachcicem, mamy do tego prawo, ta kobieta to ścigany przestępca- próbował tłumaczyć się niezgrabnie Domen, machając pierścieniem zabranym wcześniej martwemu szlachcicowi. (No nie wyszedł mu rzut k100, nie wyszedł...)
          
     Niestety zdyszany gladiator nie jest zbyt przekonywujący, szczególnie gdy z pomocą dwóch typów morduje kobietę w biały dzień. To poskutkowało tym, że cała trójka została rozbrojona, rozebrana, związana i wrzucona do ciemnej piwnicy zajazdu w oczekiwaniu na więźniarkę. Następnego dnia przerzucono ich do powozu i zawieziono do Salzenmund. Tam dostali pokój w miejscowych lochach. Na nic zdały się tłumaczenia, prośby  o przewiezienie do Oldenlitz. Po kilku tygodniach leżenia w lochach, miejscowi oprawcy postanowili rozruszać nieco bohaterów. Pierwszy z celi został wywleczony Rufus. Niestety, nie dogadał się z oprawcami, co odczuł na swojej skórze. Na drugi ogień poszedł Ingwar, i to dosłownie na ogień, bo swąd palonego mięsa rozniósł się po całym „spa”. Ostatni do zabawy został zaproszony Domen. Jego z kolei postanowiono nauczyć jogi,
a przynajmniej to dało się wydedukować po odgłosach dochodzących z „sali gimnastycznej”. Jako że Rufus został potraktowany nieco po macoszemu, oprawcy zaprosili go na drugą rundę pytań, co poskutkowało ciężką kontuzją – zmiażdżeniem stopy -  jego odpowiedzi nadal nie były satysfakcjonujące. Na całe szczęście, następnej nocy w drzwiach ich celi pojawiły się dwie zakapturzone postacie. Ubrane były w charakterystyczne stroje kapłanów kultu Damesu z Oldenlitz. Drużynę w lochach zastąpiło trzech żebraków, cała trójka, pod osłoną nocy, została ukryta w piwnicach jakiejś kamienicy w Salzenmud. Tam musieli spędzić następne kilka tygodni w ukryciu. Jednoręki drwal awansował w tym czasie na jednorękiego i jednonogiego drwala, gdyż noga była do tego stopnia zmiażdżona, że nie dało jej się uratować. (Se porąbie...) Po kilku tygodniach, banda wynędzniałych herosów została przewieziona w tajemnicy do Oldenlitz i bez słowa wrzucona do wielkiego pomieszczenia, pełnego kamiennych rzeźb, które były tak piękne, jak i przerażające w swej realności. Domyślili się, że to podziemia świątyni Damesu. W ciemności, coś nieludzkiego poruszało się, sycząc raz po raz. Po paru chwilach kadłubek drwala domyślił się co tak naprawdę oznacza słowo - DAMESU.
Miała posturę zgrabnej, pięknej kobiety. Jej twarz, zamiast włosów okalały wijące się węże, które z ciekawością wpatrywały się w bohaterów, posykując i wysuwając nerwowo dziesiątki małych języków. Smukłe ciało pokryte było łuskami. Ręce zakończone szponami i wężowy ogon zamiast nóg dopełniał przerażającego obrazu demona, który ukazał się w półmroku -  Meduza...

-  Witajcie me dzieci w mojej sssświątyni. - usłyszeli łagodny ale niepokojący głos kobiety -Sssssłyszałam od moich kapłanów, żesssście nie zdradzili tajemnic kultu mimo tortur - Demon uśmiechał się podejrzanie i mówił dalej- Zabiliście też jednego z moich wrogów, maga i imperialnego szpiega. Jak mogę wam wynagrodzić wasssszą lojalnosssść, powiedzcie, czego ssssobie życzycie?

           W głowie Rufusa wrzało od myśli, mieszał się w nim strach, przerażenie i podziw dla demona, powoli zaczął popadać w zauroczenie. Zebrał w sobie resztki sił i odpowiedział pierwszy:

-  Pani, pragnę ci służyć. Ulecz me rany bym mógł ci służyć lepiej.
-  Niech ssssię zatem tak sssstanie. - uśmiechnęła się kobieta pokazując rząd idealnie zaostrzonych zębów.

            W tym momencie ciało drwala przeszył lodowaty dreszcz, a utracone kończyny zaczęły promieniować bladym światłem. Ręka i noga zaczęły z wolna odbudowywać swój kształt. Rufus poczuł mrowienie i po chwili podniósł się z ziemi o własnych siłach. Oszołomiony, zdał sobie sprawę, że osiągnął to co sobie przysiągł – odzyskał sprawność, odzyskał utraconą rękę. (I dopisaną do listy nogę.) Tylko gdzieś w głębi przerażała go myśl, ile będzie musiał teraz za to wszystko zapłacić, ta myśl zaczęła pulsować w jego sercu wywołując przerażenie...
            Pozostała dwójka też została zapytana przez demona czego by pragnęli. Ingwar poprosił nieśmiało wężową damę o dostęp do tajemnych ksiąg by móc zacząć tworzyć magiczne tatuaże. Domen natomiast odmówił przyjęcia jakiegokolwiek daru, i oczekiwał
w milczeniu na rozwój wydarzeń. Rufus nie rozumiał czemu gladiator o nic nie prosi, czyżby zaraził się od Ingwara honorem, wyrzutami sumienia??? Ciekawe czy imperialni bogowie choć raz go wysłuchali tak jak Damesu, czy choć raz coś dla niego zrobili??? Jego strata. Jest w tym gównie tak samo umoczony jak całe Oldenlitz. Nie pozostaje nic innego jak tylko dołożyć wszelkich starań by kult Damesu rósł w siłę....  















Nie umiałem się powstrzymać ..... :D

czwartek, 11 maja 2017

Warhammer FRPG

Przygoda I

Gdy Rufus Huber przyzwyczaił się do życia z jedną ręką, postanowił rozejrzeć się po Oldenlitz za jakąś pracą, coś co będzie lepsze od bycia drwalem. Na jego szczęście, stary znajomy Rolf Errlich dał mu możliwość zasłużenia się dla miejscowej gildii, która działała w Oldenlitz ku chwale Damesu. Tak więc wraz ze znajomymi Rolfem, Ingwarem i Walteram oraz 5 innymi mężczyznami, otrzymali zadanie, które – jak przekazał im Rolf – brzmiało :

Skontrolować  kopalnię i faktorię. Ludzi chorych lub "odmienionych" przetransportować do Oldenlitz. W razie ujawnienia "odmienności" wymykających się spod kontroli – usunąć, spalić.

                Po zrobieniu najpotrzebniejszych zakupów, kompania wyruszyła w stronę mglistych wzgórz. Gildia zaopatrzyła ich w prowiant, zaprzęg i trzy konie. Nikt z uczestników nie przyznał się do umiejętności prowadzenia powozu, tak więc cały zaszczyt spadł na Rolfa, który toczył nierówną walkę o utrzymanie zaprzęgu na rozmokłym trakcie. Obserwując z dachu powozu budzącą się do życia okolicę Mglistych Wzgórz, Rufus zauważył na północy słupy czarnego dymu, które nie zwiastowały nic dobrego. Niestety nie udało się mu nakłonić członków wyprawy do zboczenia z traktu i zbadaniu tego miejsca. Drugiego dnia, drużyna musiała zrobić sobie przymusowy postój za sprawą zniszczonego mostu na trakcie do faktorii. Huber postanowili sprawdzić, czy gdzieś w pobliżu mostu można się przeprawić przez zamarzniętą jeszcze rzekę. Udał się wraz z jednym z mężczyzn wzdłuż rzeki gdzie po kwadransie zauważył uwięzionego w lodzie trolla. Znalezisko nie zachwyciło nikogo, prócz Rufusa i Waltera. Postanowili więc zapamiętać miejsce gdzie znajduje się truchło i wrócić do niego w drodze powrotnej. Odnaleźli też jaskinię trolla  ale smród, który bił z pieczary był tak nieznośny, że nie zdołali jej przeszukać.
                Trzeciego dnia, zostawiwszy powóz przy moście, drużyna dotarła do palisady otaczającej faktorię. Niestety w nocy nikt nie reagował na ich wołania i rąbanie w bramę, postanowili zanocować pod bramą. Może to przez forsowny marsz lub za sprawą sytej kolacji, Rufus usną na warcie. O świcie okazało się, że ktoś ukradł im broń, zniknął też jeden z towarzyszy. Ślady prowadziły w stronę palisady, za której w dalszym ciągu nie dochodziły żadne odgłosy. Po przejściu przez ostrokół i otwarciu bramy, podróżnicy odkryli, że faktoria jest pusta. Domy wyglądały jak opuszczone w pośpiechu. Po dokładnym przeszukaniu wszystkich budynków, drużyna odkryła w jednym z nich ukrytą pod podłogą piwnicę, a w niej swój ekwipunek i broń. Odnaleźli też nieprzytomnego kompana, wiszącego pod sklepieniem z podejrzanie wyglądającymi ranami na szyi. Dalsze oględziny terenu faktorii pozwoliło ujawnić zasypane i zamurowane od środka wejście do kopalnie, dodatkowo zawalisko było otoczone kręgiem soli. Wszystkie odkryte rzeczy wskazywały na fakt, że w okolicy faktorii grasuje vampir. Nikt z drużyny nie miał doświadczenia z takimi istotami, zgodnie wiec postanowili przygotować się na najgorsze. Wybrali jeden z domów i zabezpieczyli wszystkie okna i drzwi. Gdy kończyli, prace, w nadal otwartej bramie prowadzącej do osady pojawiły się wilki, i wszystko było by jeszcze w normie gdyby te "wilki" nie były wielkości konia......  Ten widok sprawił, że wszyscy w trybie „instant” zabarykadowali się wewnątrz chałupy, pogrążeni w rozmyślaniu: kto k..... nie zamoknął bramy".  Z tego zamyślenia wyrwało ich pukanie do drzwi. Z wizytą przybył wychudzony jegomość, który nie zważając na krążące w pobliżu wilki pojawił się z ofertą od swojego wielce wyrozumiałego pana ( oczywiście oferta nie do odrzucenia).  Chciał rozmawiać tylko z dowódcą naszej grupy. I tak Rolf wytargował - w tajemnicy - życie dla siebie, Ingwara, Waltera i Rufusa w zamian za resztę drużyny, plus dwa konie. Rufus już dawno pożegnał się ze skrupułami, więc taki układ mu pasował. Tym bardziej, iż walka z wilkami i vampirem były czymś nierealnym. Wieczorem, jednoręki drwal upił kompanów, którzy zostali przetargowani przez Rolfa. Sam wraz z przyjaciółmi schował się w piwnicy, by nie spotkać przypadkiem tego miłego vampira gdy będzie zabierać swój okup.
Następne kilka dni drużyna spędziła na próbie sforsowania zasypanego wejścia do kopalni. Kiedy w końcu Ingwarowi udało się odpowiednio przygotować materiały, które z powodzeniem wysadziły zasypane i zamurowane od środka wejście, drużyna odkryła wewnątrz mocno wychudzonych mieszkańców faktorii którym udało się schronić przed vampirem. Po rozmowie z górnikami, banda postanawia odbudować most z pomocą miejscowych rzemieślników. Namówiła też osadników aby ci pozwolili im odwieźć dzieci do Oldenlitz, gdzie zostanie im udzielona pomoc gildii.
Kontrola ludzi w faktorii nie ujawniła, na szczęście, osób dotkniętych przemianą lub w jakiś inny sposób wypatrzonych. Dalsze dni drużyna poświęciła na odbudowę mostu i przygotowanie się do powrotu.
Rufus wraz z Walterem wrócili raz jeszcze do zamarzniętego trolla i z niemałym wysiłkiem odrąbali mu głowę, którą zgodnie postanowili sprzedać z zyskiem w Oldenlitz. Udało im się też przeszukać jamę w pobliżu mostu, ale prócz tony śmieci, nic nie znaleźli.
Dzieci udało się w bezpieczny sposób odwieźć do miasta, gdzie wysłannicy miejscowej gildii przejęli je wraz z wozem. Ostatecznie wyprawa zakończyła się sukcesem, drużyna choć w niepełnym składzie dotarła do miasta, otrzymała zapłatę a gildia dostała to czego oczekiwała.
Walter i Rufus sprzedali głowę trolla za co otrzymali trochę złotych koron ekstra,a po podkolorowaniu odrobinę historii o tym w jaki sposób pozyskali czerep trolla, w mieście zyskali sławę trollobójców.  Jednoręki drwal dostał od gildii zapewnienie, że może liczyć na stanowisko miejscowego oprawcy - jak tylko się zwolni.

Jedynym niezadowolonym z przebiegu całej wyprawy był Ingwar Egosson, który był do tego stopnia zdołowany, iż postanowił przekazać cały swój żołd na miejscowy sierociniec. Rufus stwierdził tylko, że mając tak delikatne sumienie, nikt w starym świecie nie pociągnie zbyt długo .....  

piątek, 14 kwietnia 2017

Pandemic - Czas Cthulhu





Nareszcie. Po kilku tygodniach torturowania modeli do gry Pandemic - Czas Cthulhu, udało mi się zakończyć ich malowanie. Trochę to trwało, ale ostatnio mam mało okazji, żeby się wyrwać i poznęcać nad czymkolwiek. Ostatecznie wyszło chyba w miarę dobrze (jak na mnie). Mogłem sobie darować malowanie oczu, które teraz wyglądają tak, jakby dzielni bohaterowie nażarli się mocnych dropsów z LSD, po których dostali wytrzeszczu oczu na widok  Shoggothów. Mniejsza o to, ważne, że skończone, a prezentuje się to mniej więcej tak:


Bohaterowie:





Kultyści ( albo chór gregoriański ):





Shoggoth x 3:





I na koniec zdjęcie rodzinne:



I to tyle, jedno jest pewne, nawet trochę pomalowanymi figsami gra się przyjemniej.

wtorek, 4 kwietnia 2017

Warhammer FRPG - jednoręki drwal. . .

W ubiegłym miesiącu, po długiej przerwie, postanowiliśmy wraz z kolegami rozpocząć kampanie fabularną w świecie Warhammera. Korzystając z zasad zawartych w podręczniku Warhammer Toft udało się stworzyć postacie i rozegrać pierwszą przygodę. Jednocześnie Qc, mistrzu rozgrywki, poprosił byśmy stworzyli historię naszych postaci z uwzględnieniem wylosowanych punktów. Mi przypadło odgrywać postać drwala - tu dziękuję moim kostką - z jedną ręką, a sama historia miała zawierać następujące punkty:
1. Ma zły charakter.
2. Wierzy w jednego boga.
3. Fascynuje się malarstwem.
4. Nie lubi Stirlandczyków.
5. Nie przejmuje się zdradą.
6. Jest zdania, że Imperator traci swoją władzę na rzecz elektorów.
7. Krewny wprowadził go na drogę przygód.
I o zgrozo:
8. Bohater stracił dziewictwo w kaplicy.

Postać drwala-kaleki ze średnimi statami i takim życiorysem - moje kostki mnie nie lubią;-)

Ale nie ma co marudzić, mogło być gorzej - jasneee. . . Trzeba pogłówkować i z każdego da się zrobić bohatera.

Oto jak udało mi się poskładać jego historię.


RUFUS HUBER

Rufus Huber przybył do Nordlandu ze swoimi rodzicami, ojcem Quintusem oraz matką Karelią. Tamte czasy pamięta jak przez mgłę. Ojciec Quintus był bardzo tajemniczy i pewnego dnia, gdy Rufus był jeszcze bardzo mały, wyruszył w poszukiwaniu przygód i tak słuch o nim zaginął.  Matka  pracowała jako podkuchenna w rezydencji mistrza gildii kupieckiej w Dietershafen. Ów mistrz gildii był wyjątkowo parszywym dusigroszem więc rodzina Huberów klepała słodką biedę ze wszystkich sił. To poskutkowało rozesłaniem piątki dzieci po całej prowincji. Rufus, najmłodszy z 5 braci został odesłany do swojego wuja, Sigismunda Gubera, który dał mu schronienie i pomógł znaleźć prace przy wyrębie drzew w okolicach Oldenlitz. Wieczorami Sigismund zanudzał Rufusa swoimi wywodami na temat polityki Imperium „ Jak to Imperator traci swoją władzęw Imperium na korzyść Elektorów” i „ Jakimi podłymi ludźmi są Stirlandczycy”. Czasem - po wypiciu większej porcji podłego miejscowego piwa - wspominał o tajemniczych podróżach jego ojca Quintusa, ale zawsze urywał je dość szybko i pogrążał się w ponurych rozmyślaniach. Na trzeźwo zaprzeczał, żeby cokolwiek o nich wiedział.
Monotonne życie Rufusa - drwala z Oldenlitz przerwała seria niefortunnych zdarzeń, u podstaw których stał alkohol i kobieta. Rufus szczęśliwie/nieszczęśliwie uwiódł córkę miejskiego handlarza srebrem. Stało się to w pierwszy dzień lata, nie wiedząc nawet kim była, spotkali się na zakrapianej uczcie w Oldenlitz, upamiętniającej dzień koronacji Sigmara. Mocno zaprawieni, poszukali miejscaw którym mogli by dać upust swoim młodzieńczym zachcianką. W okolicy była kaplica Sigmarai tam właśnie Rufus i (jak się później dowiedział) Anika stracili dziewictwo. Pech chciał, że z tego młodzieńczego zrywu, dziewczyna zaszła w ciążę. Jak się można domyśleć jej ojciecnie był zadowolony. Ale młodzi przypadli sobie do gustu i postanowili się pobrać. Jakiś czas po tym Rufus był już ojcem czwórki dzieci. Od Aniki ,Rufus nauczył się doceniać sztukę a w szczególności malarstwo. Choć sam nie miał do tego talentu. Ich związek nie był jednak pobłogosławiony szczęściem, jego żona zmarła przy porodzie czwartego dziecka. Ojciec Aniki, odebrał Rufusowi dzieci, co przy jego pozycji, kontaktach i posiadanych środkach nie było trudne.
Po tych przejściach, Sigismund przekonał Rufusa do zmiany swojego życia i poszukania szczęścia w podróżach i przygodach (byle nie w towarzystwie Stirlandczyków). Mówił „Że ma to we krwi po ojcu”. Ale nic więcej nie chciał powiedzieć.
Nie mając wiele do stracenia (tak mu się przynajmniej wydawało), zebrał swój marny dobytek i ruszył w drogę do największego miasta w okolicy – Salzenmund. Dołączył do podróżników zmierzających w tamtym kierunku. Odenlitz opuścili przed wschodem słońca, kilku podobnychdo niego poszukiwaczy przygód, kilku chłopów i tajemnicza para która próbowała wmieszać się w ich towarzystwo. To wydało się  Rufusowi podejrzane, starszy mężczyzna który wyglądał jakby nie jedną wojnę przeżył i kobieta, prawie cały czas skrywająca twarz pod kapturem znoszonego skórzanego płaszcza. Ale co może wiedzieć o takich rzeczach 21 letni drwal? Nic.
Po kilku godzinach podróży, starszy jegomość zaczął rozmowę z Rufusem, przedstawiając się jako Erich. Zapytał: „Chcesz zarobić kilku złotych koron jako ochroniarz, bez zadawania jakichkolwiek pytań?” Jak wiadomo złoto usypia czujność, więc młody Huber zgodził się od razu. Po jakimś czasiei dotarli do Salzenmund. Przez ten czas zdołał się jedynie dowiedzieć, że zatrzymają sięw karczmie „Pod Starą Wierzbą” przez dwa dni, potem ich drogi się rozejdą a on dostanie pieniądze. - Ot dziwna para spoza prowincji – pomyślał Rufus. W „Starej Wierzbie”, Erich od razu zamówił trzy osobowy pokój w którym się zatrzymali. Dopiero po zaryglowaniu drzwi kobieta ściągnęła płaszcz. Była ubrana w białą tunikę ze znakiem złotego serca spiętą srebrną broszą przedstawiającą gołębia. Rufus dziwił się dlaczego kapłanka Shallyi podróżuje w ukryciu, przecież nikt nie śmie jej skrzywdzić, ale powstrzymał się od pytań. Dziewczyna szybko zasnęła, zmęczona podróżą, a Erich oznajmił, że będzie czuwać pierwszy, Huber miał mieć drugą wartę. Parę godzin przed świtem, młody drwal zamienił się z Erichem wartą. I kiedy już prawie świtało, usłyszał szuranie i cichy szept za drzwiami pokoju. Podszedł bliżej zaniepokojony i w tej chwili zdarzenia potoczyły się błyskawicznie. Drzwi eksplodowały z hukiem i wpadły do pokoju, powalając go na ziemię. Oszołomiony zauważył kontem oka trzy zakapturzone postacie wpadające do izby.  Odruchowo rzucił się po swój wielki topór leżący na łóżku. Erich jakimś cudem już stał na nogach i natarł na pierwszą z postaci. Błysnęła stal i szybkim ciosem sztyletu przeorał gardło pierwszemu z oprychów. Niestety drugi napastnik był przygotowana na taki obrót wydarzeń i wyprowadziła szybki cios krótkim mieczem w głowę ochroniarza. Ten zdołał jedynie lekko zbić cios, który trafił go prosto w skroń, posyłając mężczyznę w niezgrabnym półobrocie na kolana. Rufus na szczęście trzymał już topór i biorąc szeroki zamach, ledwo mieszczący się w pokoju, trafił przeciwnika w środek klatki piersiowej. Głośne chrupnięcie i zdławiony krzyk dał mu pewność że ten wróg już więcej nikogo nie zaatakuje. I w tej chwili młody drwal spojrzał w stronę dziewczyny. Siedziała na łóżku z przerażoną miną a kilka kroków przed nią stał ostatni z trójki zabójców, unosił ręce w dziwnej pozycji i wykrzykiwał słowa w niezrozumiałym języku. Rufus szarpnął topór, niestety ten zbyt mocno wbił się w ciało. Nie myśląc wiele, rzucił się całym sobą, osłaniając kapłankę. W tym samym momencie z dłoni zakapturzonej postaci wystrzeliło fioletowe światło i z impetem uderzyło w Rufusa, który poczuł się jak gdyby uderzył w niego rozpędzony powóz. Pokój zawirował w obłędnej spirali i jedyną rzeczą jaką dostrzegł przed zderzeniem się z podłogą, był Erich, który podnosi się z ziemi, jedną ręką złapał za kaptur ostatniego oprycha i zamaszystym ruchem  wbija sztylet w krtań przeraźliwie wręcz bladego typa. Huber stracił przytomność.
Obudził się u miejskiego cyrulika, który nerwowo potrząsał nim i pytał jak nakręcony:
- Jesteś w stanie wstać, możesz już iść do siebie. Możesz wstać. Słyszysz mnie!
 W głowie Rufusa plątały się niewyraźne obrazy młodej kapłanki pochylającej się nad nim, Ericha który trzyma go mocno i wspomnienie potwornego bólu. Kiedy świat przestał wirować,w głowie kołatały mu się różne myśli i melodyjny głos dziewczyny która mówi „Będę się o ciebie modliła, niech Shallyia zwróci ci to co utraciłeś. Pamiętaj nie zapomnę o tobie”.
- O co jej chodzi – Pomyślał. Po czym spróbował się przeciągnąć. Z oddali powrócił potworny ból, spojrzał na swoją rękę i już wiedział o co chodziło dziewczynie. Stracił rękę. Zabandażowany, groteskowy, pokrwawiony kikut ramienia machał bezwładnie i nierealnie, jakby nie należał do niego, jakby żył własnym życiem. Mógł by przysiąc, że czuje swoją rękę. Ale jej tam nie było.
- Nieeee!!! Nieeeeee!! - Krzyczał, aż zemdlał.
Ponownie obudził go blady, chudy cyrulik, który podsuwał mu pod nos jakąś drażniącą niemiłosiernie zmysły substancję.
- Musisz już iść. Idź już. Będziesz żył. Ale idź już – nerwowo powtarzał cyrulik.
Rufus na wpół otumaniony, zwlekł się z łóżka. Chłopak wepchnął mu w jedyną rękę plecak zapakowany jego rzeczami i małą sakiewkę.
- Miałem ci to dać, od tej pary która cię tu przyniosła. Idź już. Idź. I tak długo tu leżałeś.
I poszedł. Powłócząc nogami, na wpół przytomnie zdołał wrócić do Oldenlitz, do wuja Sigismunda, który bez słowa wpuścił go do domu. Nalał mu mocnego trunku i tak w ciszy przesiedzieli do późnej nocy. Rano, gdy Rufus się obudził wuja nie było. W głowie dalej mu szumiało. Czuł się inaczej niż kiedyś. Wszystko na co patrzył, co słyszał było inne. Wszystko było złe. Przynajmniej na razie. W sakiewce którą dostał znalazł 10 złotych koron i mały srebrny wisiorek z wizerunkiem gołębicy.
- „... Shallyia zwróci ci to co utraciłeś...” – słowa młodej kapłanki nie chciały opuścić jego głowy.
Po tych wydarzeniach, Rufus dłuższy czas dochodził do siebie, ale jego pech go nie załamał. Wręcz przeciwnie, postanowił raz jeszcze spróbować życia poszukiwacza przygód. Może to doświadczenie które zdobył, pomoże mu w przyszłości. Może uda mu się znaleźć sposób na odzyskanie sprawności, w końcu wiele rzeczy jest możliwe. Osiągnie to zgodnie z prawem lub nie. Co do tego jednego nie będzie miał skrupułów. Głęboko w sercu modlił się do bogów o łaskę.


I to koniec tortury, za jakiś czas napiszę jak Rufus poradził sobie  z pierwszą przygodą. Kampanię możecie też podpatrywać na blogu Qc, gdzie opisuje to wszystko z punktu widzenia MG.

Pozdrawiam.

PS:Sory za literówlh itp, pisanie na komórce boli. Poprawię, jak dorwę kompa:-)

piątek, 17 marca 2017

Pandemic - Czas Cthulhu

Jakiś czas temu, kumpel zapytał mnie czy pomalowałbym mu figurki do gry Pandemic - Czas Cthulu. Jako, że lubię książki  H.P. Lovecrafta, które mają niesamowity klimat, zgodziłem się z przyjemnością. I tak oto trafił do mnie taki zestaw :








Szczerze mówiąc, miałem nadzieję, że będą lepiej wykonane. Jakość szczegółów niestety nie powala na kolana, ale to akurat normalne przy grach planszowych. Największy ich minus to wyjątkowa giętkość, jakby były wykonane z gumy. No nic. Zobaczymy jak wyjdą po pomalowaniu. Jakiś czas już je męczę i torturuję. Efektami pochwalę się niebawem. Pozdrawiam. 

piątek, 3 marca 2017

Kult Dzieci Zagłady - reszta lekko zepsutej bandy.

Udało się zrobić fotki do końca, więc bez rozbijania bandy na atomy pozwolę sobie wrzucić całą resztę (bo jeszcze do końca zgnije:) ).

Wtajemniczony



Akolici



Dodatkowy bohater, na wypadek gdyby któryś z kultystów zasłużył się dla sprawy:)




Opętany





No i na koniec, największa zgniła kupa mięsa w drużynie Ogr




I szybka sweet focia grupowa.


A obecnie, wtajemniczony pracuje nad wskrzeszeniem nadgniłego truchłą trolla, przytarganego przez akolitów, oby mu się to udało, będzie pasował do drużyny, ale wszystko zależy od łaski Nurgla.