poniedziałek, 11 grudnia 2017

Dwarf Hamish

     Ostatnim modelem, który uzupełnił moją drużynę Kultu Pogromców z Karak Kadrin do gry Warheim FS jest Dwarf Hamish. Model krasnoluda spodobał mi się na tyle, że został dowódcą Kultu z Karak Kadrin. Jego pancerz pasuje do tego co dowódca pogromców może używać podczas potyczek, bo o ile większość drużyny składa się z fanatyków, którzy gardzą pancerzami, to postacie dowódcy, inżyniera i kowala mogą się trochę dozbroić. Wracając jednak do modelu, dostajemy go standardowo w 2 częściach, plus podstawka, zapakowane w blister z ulotką.


     Model jest wykonany z żywicy z niewielkimi nadlewkami, które z łatwością da się usunąć. Podstawka w zestawie ma wymiary 20mm na 20mm. Model ma dopracowane szczegóły i prezentuje się bardzo dobrze.





     Niestety, kolejny raz model nie jest w 100% dobrze odlany, końcówka broni jest krzywa, a przy próbie spinowania i delikatnego naprostowania po prostu pękła, co widać na zdjęciach. Coś nie mam szczęścia do broni w modelach od Scibora:)   


   
     I to by było na tyle. 
     Pozdrawiam.

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Dwarf Wild Chieftain

      Od dłuższego czasu ( lub raczej bardzo długiego:)) zbieram modele do drużyny Kultu Pogromców z Karak Kadrin do gry Warheim FS. Przy okazji "Czarno Piątkowych" wyprzedaży skusiłem się na zakup modelu 28mm/30mm Dwarf Wild Chieftain #2 na http://sciborminiatures.com. Model pogromcy idealnie pasuje na dowódcę lub jednego z bohaterów Kultu z Karak Kadrin, zobaczymy jak ostatecznie zostanie wykorzystany. Jeśli chodzi o sam model, dostajemy go w 2 częściach, plus podstawka, wszystko zapakowane w blister z ulotką. 




Model jest wykonany z żywicy z niewielkimi nadlewkami, które z łatwością da się usunąć. Podstawka 20mm/20mm jest trochę drobniejsza od standardowych GW. Sam model jest świetnie wyrzeźbiony i wszystkie detale są wyraźnie odlane. 



     Jedyną rzeczą, która może irytować w modelach krasnali od Sciborminiatures to bronie, które są miejscami nierówne, lub maja niedociągnięcia. W niektórych figurkach są też bardzo delikatne, przez co łatwo jest je połamać. Mimo tych drobnych niedociągnięć, moim zdaniem model godny polecenia, trzyma klimat pogromców ze świata Warhammera. 





Pozdrawiam. 



środa, 15 listopada 2017

Warhammer FRPG - „Jednak to co w Górach Czarnych jest najniebezpieczniejsze dla ludzi, to oni sami.”- Bernhard Bart, kapłan Ranalda.

       Po ostatnich przygodach w Starym Świecie drużyna biorąca udział w wydarzeniach w okolicach Oldenlitz nieco zmieniła skład. Rufus Huber, na skutek swojego kalectwa fizycznego i chorób psychicznych został przez swoich przyjaciół porzucony w zaułkach Salzenmund. Szczegóły tego wydarzenia nie są jednak  na razie znane, gdyż całość bandy zapomniała wydarzenia z ostatnich dwóch lat. 
 
     Domen Prevc ,Ingwar Egonsson i Walter Neun rozpoczęli swoje przygody od ocknięcia się w Górach Czarnych, szczegóły pierwszej przygody znajdziecie na Danse Macabre. Mi zaś, po wakacyjnej przerwie (lekko przedłużonej) udało się dołączyć do sesji od drugiej przygody, prowadząc postać łotra – Bernharda Barta, który swoje życie spędził na banicji i tułaniu się po spelunach. Ostatecznie spokój ducha odnalazł jako świeżo wyświęcony kapłan Ranalda. To oczywiście specjalnie nie zmieniło jego zachowania, jako że każdy kapłan Ranalda pozostaje łotrem, jak na wyznawcę boga złodziei przystało.
     Sam Bernhard nie miał jak dotąd wiele szczęścia (jak by ktoś w Starym Świecie je miał:)). Jego przeszłość była usiana zdradami, a za swoją łatwowierność musiał zapłacić wielką cenę. Od zawsze ciągnęło go do wiedzy, pierwsze stowarzyszenie do którego przystąpił okazało się jednak przykrywką dla kultystów Nurgla. I tak cudem tylko wywiną się od spalenia na stosie razem z resztą kultystów. Wyrok zamieniono na banicję. Tak trafił w okolice Gór Czarnych, gdzie nauczył się jak radzić sobie z dziką przyrodą i jak unikać niebezpieczeństwa czyhającego w tych niedostępnych terenach dosłownie na każdym kroku. Tu też odnalazł kapłana Ranalda, który przeprowadził go przez nowicjat, i pomógł mu w awansowaniu do stopnia kapłańskiego. Z innych cech wartych wspomnienia u tej postaci jest pogarda jaką ma w sercu dla Elfów i ciężka do opanowania rozrzutność, która skutecznie czyści mu sakiewkę. 


     Swoją przygodę Bernhard Bart rozpoczął wisząc zamknięty w stalowej, przerdzewiałej klatce gdzieś na uboczu traktu w Górach Czarnych, czekając na śmierć – tu do wyboru : z głodu lub przy odrobinie pecha, mógł zostać odnaleziony przez (jakże licznych w tej części Imperium) zielonoskórych i zaznać radosnego/krótkiego życia niewolnika/ofiary. I właśnie w tym miejscu skrzyżowały się losy Bernharda, Domena Prevca i Ingwara Egonssona. Na szczęście przybysze okazali łaskę i uwolnili banitę z klatki. Oczywiście, nie do końca bezinteresownie, potrzebowali przewodnika i kogoś, kto doprowadzi ich do najbliższego fortu. Pech chciał, że to akurat tam, łotr zapracował na pozostawienie w klatce, ogrywając jednego z sierżantów w kości, całkiem legalnie (Oczywiście!). Ale, darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby, za cenę swojego życia, Bart obiecał podróżować z Domenem i Ingwarem, służąc im jako przewodnik. 


     W drodze do fortu, drużyna podczas nocnej burzy była światkiem walki pomiędzy wyverną a garstką rycerzy zakonnych, którzy zaskoczeni przez ogromnego potwora kończyli swój żywot jeden po drugim rozszarpywani lub wdeptywani w błoto. Bernhard i Ingwar nie byli w stanie opanować strachu, który wzbudzał szalejący potwór, natomiast Domen Prevc z zimną krwią rozpoczął samobójczą szarżę chwytając oburącz wielki miecz. W świetle piorunów sylwetka Domena zbliżała się szybko w stronę wyverny, która zajęta masakrowaniem ciał nie zauważyła nadciągającego  niebezpieczeństwa. I gdy kolejny piorun uderzył nieopodal małej, brzydkiej zabłoconej doliny, w której rozgrywała się ta ponura scena, przejęci strachem podróżnicy ujrzeli błysk półtoraręcznego miecza, który jak grom spadł na głowę wyverny, odrąbując ją od nienaturalnie długiej szyi. Potwór bez jednego dźwięku wyzioną ducha, bezgłowe truchło zamarło, a ciszę wypełniły jęki konających rycerzy. 
     W pobojowisku, drużyna odnalazła jednego zbrojnego, który mógł przeżyć. Postanowili więc poranionego i nieprzytomnego jak najszybciej dociągnąć do fortu na prowizorycznych noszach. Całe szczęście zmęczeni ale bez innych przygód, bohaterowie dotarli bezpiecznie do warowni. Tam dowiedzieli się iż ocalony rycerz to Kurt Helborg. Uratowanie go było na tyle dużym wyczynem, że Bernhardowi darowano karę śmierci i banicji, udało się mu też odzyskać swój ekwipunek. Wędrowcy nie mieli jednak czasu na odpoczynek i świętowanie. Dostali rozkaz udania się śladem swojego kompana Waltera Neun do miasta Zenres w księstwie Levrellian aby pomóc tamtejszemu władcy Artillemu Levrellianmu . Pozwolono im uzupełnić zapasy i następnego dnia, konno wyruszyli w podróż przełęczą Zimowe Kły. Bernhard Bart, zgodnie z tym co obiecał, prowadził kompanów unikając niebezpieczeństw Gór Czarnych. 
     Na uwagę zasługuje też dziwny sen, który Bernhard Bart miał jednej z nocy, otóż podczas nocnej warty, podszedł do ogniska lis, którego oczy lśniły na zielono i poprosił Bernharda a by poszedł za nim. Bernhard z obawą podążył za zwierzęciem, gdyż czuł że to sam Ranald ma mu coś do przekazania w ten nietypowy sposób. Ów lis, poprosił Bernharda by ten dołożył wszelkich starań by władca księstwa Levrellian - Artill Levrellian przejął władzę w tej części Gór Czarnych. Był to więc ten sam książę któremu pomóc mieli członkowie drużyny. Sen skończył się tak nagle jak się zaczął, ale Bernhard wiedział, że jako kapłan musi postarać się i spełnić prośbę swojego bóstwa.   

     Jednak to co w Górach Czarnych jest najniebezpieczniejsze dla ludzi, to oni sami. I tego Bernhard Bart nie potrafił uniknąć.
     Po kilku spokojnych dniach podróży, pilnujący obozu Ingwar Egonsson dał się podejść miejscowym rozbójnikom. Banici, którymi dowodził niejaki Johann Schmidt, zaszantażowali drużynę, by ta pomogła im w przejęciu ładunku, który miała przewozić pobliskim traktem zbrojna karawana. Dodatkowo herszt banitów okłamał podróżnych, iż karawana ma zaopatrzyć w oręż wrogie Levrellian księstwa. Tym samym przekonał Bernharda Barta do swojego planu, który pamiętając prośbę zesłaną przez Ranalda - „...dołożył wszelkich starań by władca księstwa Levrellian - Artill Levrellian przejął władzę w tej części Gór Czarnych.” -  przekonał z kolei swoich kompanów do pomocy banitą. To, jak się okaże później, był moment w którym Bernhard Bart popełnił straszny błąd, po raz kolejny dając się oszukać. 
   
     Banici ułożyli plan, w którym trzech podróżnych spotka się z karawaną na trakcie,  podając się za przewodników, których rzekomo maja oczekiwać zbrojni. Następnie, zyskując zaufanie ochroniarzy, drużyna zatruje jedzenie, tak by żołnierze nie mogli się bronić podczas gdy banici uprowadzą wozy z zaopatrzeniem. 

      Strategia, jaką przedstawił Johann Schmidt wydawała się, dobra, a na czym przede wszystkim zależało Bernhardowi, w miarę bezkrwawa. 

     Zgodnie z planem, drużyna spotkała karawanę i przyłączyła się do niej. Dzięki sprytowi Bernharda, banici dostali informację ilu zbrojnych podąża karawaną i ile specyfiku będzie potrzebne do zneutralizowania strażników. Mag banitów przygotował miksturę, a Bernhard z pomocą kompanów dodał ja do zapasów jedzenia. I tak, pod wieczór wszyscy zasiedli do wspólnego posiłku. Każdy z Tileańczyków spożył swój posiłek. Na to, co rozegrało się potem, nie był gotów nikt. Zbrojni zaczęli zwijać się z bólu w konwulsjach. Z ich ust buchała krew zmieszana z wymiocinami. 50 dzielnych żołnierzy kończyło swój żywot wijąc się w błocie, krwi i swoich ekskrementach. Na ratunek było już za późno. Banici jak stado ponurych wilków wyłonili się z ciemnego lasu i nie czekając aż ucichną jęki pożeranych od środka przez truciznę ludzi, przejęli wozy z ładunkiem... Za swój udział w tym mordzie, drużyna dostała 250 złotych koron. 

     Bóg jeden wie jak wielkie spustoszenie w psychice bohaterów wywarły te wydarzenia. Kompani ruszyli w dalszą podróż w milczeniu, starając się jakoś uporać z wyrzutami sumienia i z tym jak perfidnie zostali oszukani. 
     Bernhard Bard kolejny raz dał się oszukać, cena jaka poniósł za ten błąd jest ogromna. Jako kapłan, zawiódł Ranalda, czuje to, czuje, że żadna z modlitw nie zostanie wysłuchana dopóki nie odbędzie pokuty, a może już wcale? Czuje, że nie wykorzystał w pełni swoich umiejętności. 

     W tych ponurych okolicznościach kończy się druga przygoda, ponurych jak zbocza Gór Czarnych . . .

poniedziałek, 30 października 2017

Świąteczna Wymiana Figurek!!

Serdecznie zapraszam do udziału!! Trochę spóźniony post, ale czas jeszcze na zgłoszenie jest;-)  Poniżej wiadomość od organizatorów. 




Dobry!

Podobnie jak miało to miejsce rok temu, już dziś wraz z Maniexem przejmujemy #40 grudniową edycję Figurkowego Karnawału Blogowego i wzorem innych społeczności proponujemy wam temat, czyli…


II Świąteczną Wymianę Figurkową


Co to jest Świąteczna Wymiana Figurek

Ogólnie i w skrócie: uczestnicy wydarzenia malują figurki dla innych uczestników wymiany w określonym terminie.

Niniejszym zapraszamy szanowne państwo-draństwo do wzięcia udziału w II Świątecznej Wymianie Figurkowej. Zanim jednak zgłosicie swój udział przeczytajcie uważnie przedstawione poniżej zasady.

II Świąteczna Wymiana Figurkowa – ZASADY.

W celu zgłoszenia swojego udziału, prześlijcie poniższe dane na email: quidamcorvus (at) poczta . fm do 31 października 2017, w tytule wiadomości wpiszcie Świąteczna Wymiana Figurkowa:
  • profil na Facebook lub Google+
  • adres bloga
  • imię i nazwisko
  • adres domowy
  • numer telefonu komórkowego
Ponadto musicie spełnią przynajmniej jeden z poniższych warunków, żeby Wasze zgłoszenie mogło zostać przyjęte:
Odpiszemy z potwierdzeniem przyjęcia każdego zgłoszenia.

Odbiorcy dla wszystkich uczestników zostaną wybrani w sposób losowy do 7 listopada 2017 roku. Ka¿dy uczestnik otrzyma maila z danymi osoby, dla której będzie malować. Nie będziecie znali osoby, która maluje dla Was.

Na pomalowanie pieszej figurki w skali 25-35 mm macie półtora miesiąca. Termin wysłania figurek to poniedziałek, 19 grudnia 2017. Wyślijcie mi proszę informacje o wysyłce i odbiorze figurek (adres e-mail jak wyżej). 

Postarajcie się dotrzymać terminu. Wiemy, że życie płata różne figle. Tym niemniej, półtora miesiąca to czas w zupełności wystarczający na pomalowanie figurki. Poinformujcie mnie, jeśli będziecie mieli problemy z ukończeniem malowania w wyznaczonym czasie. Nie znikajcie z pola widzenia, znajdziemy razem jakiś sposób, żeby jakoś wyjść z takiej sytuacji.

Bardzo proszę, przemyślcie swoje zobowiązania na najbliższy okres. Czy jesteście pewni, ¿e pomalujecie figurkę w półtora miesi¹ca?

Do Was nale¿y wybór figurki, którą pomalujecie. Nikt nie spodziewa się konkursowego poziomu, ale odrobina wysiłku jest mile widziana. Celem Wymiany jest zabawa, zaskoczenie i obdarowanie znajomych malarzy i blogerów.

Lubimy element zaskoczenia w naszych Wymianach. Nie zdradźcie się dla kogo i co malujecie.

Zróbcie zdjęcie pomalowanej przez Was figurce. Otworzymy specjalny temat na Azylium, który posłuży nam za galerię figurek z Wymiany. Nie komentujcie tam proszę, to tylko galeria. Oczywiście nikt nie będzie zabraniał pokazania figurek w osobnym temacie na forum lub na swoim blogu jeśli będziecie chcieli posłuchać opinii lub po prostu pochwalić się.

Figurki muszą być wysłane jako przesyłki rejestrowane (list polecony, paczka). Przechowajcie dowód wysłania, może się przydać na wypadek zagubienia przesyłki.

W razie jakichkolwiek pytań i wątpliwości kontaktujcie się ze mną bądź skorzystajcie z tego tematu.

Dzięki za poświęcony czas. Powodzenia, jeśli zdecydujecie się dołączyć do zabawy!


Pzdr,
Maniex
i QC


Zachęcam także do POLUBIENIA gry Warheim FS na FB,
dołączenia do BLOGOSFERY oraz komentowania wpisów!
Zapraszam także na forum AZYLIUM, które skupia graczy
Mordheim i Warheim FS. 

środa, 18 października 2017

Królowie grobowców - nieumarli z Nehekhary

   
     Nieumarli z Nehekhary doczekali się końca swoich tortur i główna cześć tej bandy ujrzała światło dzienne. Wyrobiłem się z malowaniem jak zwykle "rzutem na taśmę" by zdążyć na turniej  Warheim FS - Mitterherbst i nie świecić podkładem podczas potyczki. Tym samym do skompletowania bandy pozostały mi do pomalowania modele Grobowego Skorpiona, Ushabti i Gnilca oraz muszę skombinować skądś Nieumarłych Nomadów.
     Poniżej dołączam kilka fotek, trochę się chłopaki ubrudzili krwią ale to zrozumiałe, biorąc pod uwagę jak zacięte były turniejowe potyczki. 



















 














I tak, jak na razie, prezentuje się ta moja kupa kości i bandaży.  :)  


poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Warhammer FRPG – Ile jest warte 50 złotych koron w Starym Świecie.



Czas wakacji i urlopu nieubłaganie zbliża się ku końcowi, pora więc podsumować to, co się wydarzyło w ostatnich sesjach WH FRPG. Będzie to raczej mniej szczegółowy opis losów Rufusa Hubera i jego przyjaciół, gdyż po tak dużej przerwie niektóre ze szczegółów bezpowrotnie zostały zapomniane. (Trzeba było spisywać na bieżąco ale wszyscy wiemy jak to jest podczas wakacji ;) )
A więc...

Zaczęło się jak zawsze, w karczmie „U Kata”. Po paru kuflach podłego miejscowego piwa, Rufusowi udało się przekonać Ingwara, do tego by zrobił mu jeden ze swoich „magicznych” tatuaży. Młody tatuażysta z lekkim zdenerwowaniem, przystąpił do pracy i już po paru godzinach Rufus mógł się pochwalić całkiem udaną głową trolla na swoich plecach. Opijając dzieło „młodego” Rolf Errlich zauważył przez okno karczmy człowieka, który wzbudził jego niepokój. Po chwili przypomniał sobie kto to był – jeden ze zbrojnych, pozostawiony na pastwę wampirowi podczas wyprawy do kopalni na Mglistych Wzgórzach. Nie musiał długo przekonywać Ingara i Rufusa do tego żeby sprawdzić gdzie ten typ idzie. Cała trójka podążała jego śladem aż do Ogrodu Morra, położonego niedaleko bramy wejściowej do Oldenlitz. Niestety, na cmentarzu trop się urwał, a Ingwar i Rufus - dodatkowo znieczuleni piwskiem - skończyli tropienie wpadając do świeżo wykopanego grobu z którego wyciągać ich musiał miejscowy kapłan...
            Po tym obciachu, przyjaciele wrócili do knajpy, która wydawała się najwygodniejszym i najbezpieczniejszym miejscem. Tam też odnaleźli ich następni podróżni, zainteresowani wynajęciem kogoś, kto zna się na robocie. Tym razem było to dwóch przybyszów w płaszczach z głębokimi kapturami i sakiewkami, oszczędnych w słowach, którzy wyglądali na elfy lub wyjątkowo zniewieściałych uczonych ( gdyby ktoś z naszej ekipy widział elfa, to była by pewność:) ). Mieli do zaoferowania to coś, co przekona każdego bywalca mordowni „U Kata” do ruszenia dupy, 50 złotych koron na głowę za prostą robotę. Potrzebowali eskorty i przewodników podczas wyprawy do kurhanów znajdujących się gdzieś na Mglistych Wzgórzach.
            Wyruszyli więc następnego dnia skoro świt. Droga do kurhanu przebiegała wyjątkowo spokojnie z małym wyjątkiem. W pobliżu mostu, w okolicach gdzie Rufus i Walter znaleźli truchło trolla, Huber postanowił zajrzeć do jaskini pod mostem. Gdy marne światło pochodni oświetliło wnętrze pieczary, Rufus zobaczył pod ścianą wielkie zielone cielsko trolla z śmiesznie małą głową (A jednak się skubaniec zregenerował...). Przygłupie oczy potwora wpatrywały się w awanturnika, a raczej w jego plecy gdy z krzykiem wracał ostrzec resztę o tym co znalazł (Albo co obudził...) Nikt nie był tym znaleziskiem zachwycony, nikt prócz Waltera, który wraz z Rufusem chciał ubić poczwarę, zastawiając na nią jakąś zmyślną pułapkę. Niestety nie udało im się przekonać do swoich zamiarów reszty podróżnych i ruszyli w dalszą drogę odciągając uwagę trolla, zrzucając mu część zapasów jedzenia. Po dotarciu na miejsce, niedaleko grobowca rozbili obóz i zaczęli odkopywać kurhan. Później elfowie nakazali awanturnikom rozbić pieczęcie i otworzyć grobowiec. Z lekkim zmieszaniem i niepewnością polecenie zostało wykonane ( co robi z człowiekiem 50 złotych koron w Starym Świecie, eh...).
            W tym momencie sprawy zaczęły przyjmować gorszy obrót, jeden z uczonych wszedł do wnętrza kurhanu, z którego zaczęło się wydobywać jasne światło. Ingwar, który już wcześniej był wyjątkowo nerwowy nie wytrzymał i chciał powstrzymać badaczy ale został uśpiony jakimś zmyślnym zaklęciem i stał tylko jak słup soli. Gdy uczony opuścił kopiec, awanturnicy zostali poproszeni o wyniesienie rzeczy które tam są. Jeden po drugim zaczęli wchodzić w jasny snop światła, w głąb grobowca (Ah te 50 złotych koron, tak pięknie usypia rozsądek...). No, jakie było nasze zaskoczenie gdy wewnątrz, zamiast przygotowanych pakunków znajdował się tron ze szkieletem ubranym w prastary pancerz. (chyba żadne :P) I oczywiście musiał się przebudzić, pierdzielony suchar. Drużyna razem stanęła do walki z nieumarłym, ale efekty jej były mizerne. Nie mieli ze sobą niczego, co mogło zranić upiora. Pan Mglistych Wzgórz nie chciał jednak ich śmierci, dał im możliwość wykupienia swojego życia, jeśli tylko dostarczą mu za każdego członka drużyny dwie żywe osoby. Z mniejszymi lub większymi oporami i wyrzutami sumienia awanturnicy przypieczętowali przysięgę własną krwią ( Tak jakby mieli inne wyjście:)). Oczywiście po opuszczeniu grobowca ślad po Elfach/uczonych się urwał. I tak zmęczeni, z kolejnymi kłopotami na karku postanowili wrócić do Oldenlitz.

. . . . . .

            Regenerując utracone siły miejscowym piwem w mordowni „U Kata”, cała drużyna burzliwie dyskutowała co teraz mają zrobić. Pomysłów było sporo, jedne bardziej humanitarne, drugie mniej.  Jedynym nieobecnym przy rozmowach był Ingwar, który przebywający w dalszym ciągu w śpiączce, został zostawiony pod opieką swojej żony. (Która swoją drogą z zaciekawieniem spoglądała w stronę Rufusa...).
            Po rozmowie w karczmie poszukiwacze przygód postanowili, że o tym co zdarzyło się na Mglistych Wzgórzach powinna dowiedzieć się Damesu, może ona im pomoże, wszak, jak na razie, służą jej bardzo dobrze. W między czasie, Rufus, odwiedził swojego kolegę Ingwara, (Z troski o kolegę oczywiście...). Niestety ten dalej był pogrążony we śnie. Nie przeszkadzało to jednak jego żonie, która obdarzyła swoimi wdziękami Rufusa (Się jakoś specjalnie nie bronił chłopak...). Ingwar spał jak zabity... Tak czy owak, drużyna wykorzystując to, że Rolf ma największe poważanie u ich bóstwa, zdołali wyprosić spotkanie w podziemiach świątyni. Meduza miała dla nich inne plany. Postanowiła im pomóc, ale zażądała żeby awanturnicy przeciągnęli upiora na jej stronę. Pozwoliła im zabrać z kopalni na Mglistych Wzgórzach grupę ludzi, która wykupi ich z przysięgi i kilkoro gratis, jako dar dla umarłego. Po spotkaniu, meduza uwiodła Rufusa, który po nocy z demonicą zaczął popadać w lekki obłęd.
            Awanturnicy tymczasem zaopatrzyli się w powóz i ruszyli w drogę do kopalni. Przy moście musieli przekupić trolla jedzeniem tak, jak ostatnim razem. Na miejscu pobili nieźle zarządcę kopalni, by ten pomógł im przekonać ludzi, że muszą się z nimi udać w podróż do Oldenlitz, tak dla ich dobra. I tak z wozem pełnym niczego nie podejrzewających, kobiet i dzieci, udali się w stronę grobowca. Na miejscu, Pan Mglistych Wzgórz pochłonął dusze przestraszonych ludzi i przywrócił ich do życia jako szkielety. Zwolnił tym samym wszystkich awanturników z przysięgi. Kazał też przekazać Damesu, że zgodzi się na współpracę, gdy ta w geście dobrej woli otworzy dla niego bramy Oldenlitz, by ten mógł uczynić z mieszkańców swoją armię umarłych.
            I tak drużyna po raz kolejny ruszyła w drogę do Oldenlitz, po raz wtóry przekupując trolla pod mostem, który sprawiał wrażenie jakby czekał na awanturników bez cienia agresji, za to z lekkim zainteresowaniem. (Jeszcze się zaprzyjaźni...). Na miejscu, przekazali słowa upiora Damesu, a ta zgodziła się ofiarować mieszkańców i rozkazała całej piątce wykonać rozkaz i otworzyć wrota Oldenlitz, gdy nadejdzie Pan Mglistych Wzgórz...
            Po tych wydarzeniach piwo w mordowni „U Kata” nie było w stanie ukoić nerwów i sumienia awanturników. Powoli popadali w obłęd, u Rufusa poziom patologii którą przedstawiał sięgał zenitu (ups...), poskutkował to tym, iż nabawił się choroby psychicznej, jak na razie nie dostrzeżonej przez kompanów – nie jest już w stanie mówić prawdy, stał się patologicznym kłamcą.
           
. . . . . .

I tak, pijąc piwo i czekając na nadejście upiora oraz wydanie wszystkich mieszkańców na śmierć (albo coś jeszcze gorszego), drużyna zaczęła układać plan jak by się tu z tej całej sytuacji wykręcić. Przy rozmowie, Walter Neum przyznał się, że ma tajne kontakty z Inkwizycją Sigmara. Po paru kolejkach i długiej kłótni, przekonał wszystkich do zabicia demona. Dzięki swoim powiązaniom, załatwił truciznę, którą mieli pokryć broń, żeby zabić bóstwo. Aby wykonać plan, musieli się dostać do podziemi miejscowej świątyni, gdzie przebywała Meduza. Na całe szczęście drogę w krętych korytarzach znał Rolf, który zawsze osobiście dostawał rozkazy od Damesu. Strażników nie udało się przekonać ani przekupić więc zostali szybko zabici, jeden po drugim. Gdy w końcu dotarli do komnat meduzy, zawahali się przez chwile i Damesu nie dała się zaskoczyć. Ruszyli więc do szarży. W tym momencie demon zaczął czarować. Rufus Huber odczuł to najbardziej, kończyny, które bóstwo ( jak był przekonany ) mu zregenerowało w momencie przestały istnieć. Runą więc jak długi na ziemi i mógł tylko patrzeć w szoku jak jego przyjaciele szlachtują demona. W tym momencie zaczął żałować swojej decyzji. Ale było już za późno. Damesu padła pod ciosami zatrutego żelaza. Sami awanturnicy musieli ratować się ucieczką tajnymi korytarzami przed zaalarmowanymi kultystami. Tylko cudem udało im się uciec z kadłubkiem Rufusa. Wydostali się za miasto, do kryjówki, którą wskazał im Walter. Stamtąd łodziami udało im się odpłynąć w stronę Salzenmud, pozostawiając na pastwę kultystów swoje rodziny...

. . . . . .

Po przemyceniu drużyny do Salzenmud, Rufus z pomocą Ingwara poszukał sobie protez, za resztę pieniędzy. Rolf i Walter nieskutecznie próbowali uzyskać pomoc u miejscowych duchownych Sigmara i Ulryka. Włodarze miasta do których dotarli również nie kiwnęli palcem. Wygląda na to, że kult Damesu rozrósł się też w innych miastach, a przynajmniej miał tu swoje koneksje. Dodatkowo za awanturnikami zostały wydane listy gończe co zmusiło ich do ucieczki z Salzenmud.

. . . . . .


I w tym momencie kończy się pierwszy „sezon” przygód Rufusa Hubera, Rolfa Errlicha, Domena Prefta, Ingwara Egossona i Waltera Neuma. Postać Rufusa – jednorękiego drwala – oprawcy – ma chyba jak na razie najbardziej przesrane ( :) ). Nie dość, że jest totalnym kaleką, to jeszcze osiągnęła poziom skrajnej patologii... Nie jestem pewien czy Huber ma szanse wydostać się z tej spirali zła jaką zaczął, począwszy od wylosowania kalectwa i złego charakteru, na dodatek z chorobą psychiczną... No cóż, trzeba będzie się pomęczyć, ale jak na razie najważniejsze jest to, że przeżył, a to w Starym Świecie nie jest takie łatwe ( mając tak pokręconego MG :) )...




piątek, 23 czerwca 2017

"W promieniach bezlitosnego, południowego słońca piaski zaczynają się ruszać..."


     Powoli zaczynam się zabierać za składanie bandy nieumarłych z Nehekhary, a prościej umarlaków pod dowództwem Księcia Grobowców. Jako że banda posiada w swoich szeregach sporą ilość Rojów, postanowiłem zrobić je od zera własnoręcznie ( z kupieniem też byłby problem bo w Warheimie roje maja podstawki 25 na 25 mm a nie standardowe 40 x 40 mm ;/ ). Podstawek też niestety nie miałem, ale te wyciąłem z cienkiej sklejki o takiej samej grubości jak standardowe podstawki, więc po pomalowaniu nie powinny się niczym różnić. Samą podstawkę urozmaiciłem resztkami korka, kamieniami i piaskiem, plus kilka resztek. Robaczki zrobiłem z GS-u, wyszło hmmm...


...śmiesznie, mam nadzieje że po pomalowaniu nie będą się prezentować o tak:


     No i przydałoby się wyrobić przed zbliżającym się turniejem Warheim FS a jeśli ktoś jest zainteresowany to poniżej plakat z info. 



     Jeśli macie jakieś fajne patenty na robienie insektów, robaków i innych paskud, podrzućcie link, chętnie podłapie patenty:) Pozdrawiam.







wtorek, 20 czerwca 2017

Panie, a na czym my to ustrojstwo postawimy...

     Ostatnio udało mi się zrobić szafot. Ale trzeba by go jeszcze na czymś postawić. Tak więc z dostępnych tu i tam rzeczy skleciłem "prawie" drewniany podest o wymiarach 15 cm na 10 cm i wysokości ok 5 cm. Górną część oraz schody zrobiłem ze spienionego PCV, filary natomiast z tyczek zakupionych w Castoramie, a mniejsze deseczki są z długich zapałek. Na kawałku PCV narysowałem ołówkiem rzeczy, które miały się znaleźć na podeście. Później ostrym nożykiem wyryłem przerwy między deskami i podniszczyłem całość.



  
     Pilnikiem zaokrągliłem krawędzie desek, dodałem szczeliny i powoli zacząłem dłubać strukturę drewna. Na koniec dodałem ślady po gwoździach.



     Po wieczorze spędzonym na pastwieniu się nad płytką PCV, efekt prezentował się tak.


     Pozostało tylko dociąć i podniszczyć filary oraz kilka desek. Następnie wszystko posklejać w dość przypadkowy sposób. 

 




     A tak się prezentuje w towarzystwie modeli w skali 28mm. Pomalowaną całość, razem z szafotem znajdziecie na Danse Macabre - jak tylko QC się wyrobi z setką innych pomysłów do Warheim FS :D Mam nadzieję, że wpisze się w klimaty na stole.