niedziela, 2 grudnia 2018

Warhammer FRPG IV - "Szalony inżynier"

   

  
    
     Czwartą przygodę kampanii Wewnętrzny Wróg, prowadzoną przez QC, udało się rozegrać w składzie: Vulgrim – guślarz, Johann – mag i Kvint – czeladnik.


     Po dotarciu do Altdorfu, drużyna wmieszała się w ogromny tłum ludzi przybyłych na koronację Imperatora. Gnom wraz z dwoma magami został zepchnięty do cuchnącego odchodami portowego zaułka, a kontakt z resztą towarzyszy urwał się całkowicie. Stolica Imperium przywitała podróżników smrodem, zgiełkiem i brudem. Nie tak Kvint Brannrudson wyobrażał sobie to miasto. W mroku zaułka wypatrzył ludzkie truchło. Naturalna ciekawość nakazała mu pobieżnie przeszukać nieboszczyka. Na swoje nieszczęście, gnom nie dość, że nic nie znalazł, to skaleczył się przy tym paskudnie, i jak się do wieczora okazało, zachorował w skutek infekcji rany. ( wynik 90+ na kości zobowiązuje) W międzyczasie Vulgrim i Johann zauważyli, że ktoś z tłumu bacznie im się przyglądał, po czym zniknął  w tłumie. 


     Nie mając pomysłu gdzie zanocować, awanturnicy weszli do pobliskiej karczmy „Misthaufen” i czym prędzej wykupili sobie nocleg. Trzeba też było wezwać felczera, bo rana Kvinta coraz gorzej wyglądała.
Karczmarzowi, za odpowiednią opłatą udało się sprowadzić medyka, jak się okazało – również gnoma, zwanego Krzywonosem, który  przywitał swojego kuzyna przekleństwami i wyzwał go od najgorszych śmieci. Koniec końców, starannie zaopatrzył ranę. Pod nawałnicą jego przekleństw nawet Nurgl odpuścił…. Drużyna jakimś cudem dogadała się z Krzywonosem, który przedstawił im propozycję pracy w charakterze ochroniarzy pewnego inżyniera. Z braku innych planów, awanturnicy uzgodnili, że następnego dnia udają się do niejakiego Wolfganga Kugelschreibra. Jak postanowili, tak też zrobili. Z tym wyjątkiem, iż po drodze naszła ich ochota na skorzystanie z łaźni  i pobliskiego zamtuza.
     I tak, by odetchnąć od smrodu i brudu, trójka przyjaciół wylądowała w baliach z drewnianymi pokrywami i gorącą wodą. Szybko, jeden po drugim zaczęli zasypiać. Stalowy ucisk na karku obudził Kvinta. Ktoś trzymał go mocno, dodatkowo czuł na ramieniu chłód ostrza, wbijającego się pod skórę. Mężczyzna, w skórzanym kapeluszy, zakuty w płaszcz, wypytywał go o Kastora von Liberunga, z którym gnom podróżował niedawno. Kvint odmawiał odpowiedzi tak długo, aż z rany na ramieniu pociekła krew, a on sam zemdlał, nie zdradzając jednak żadnej tajemnicy. Gnoma, przed wykrwawieniem uratował Johann, który ocknął się ze snu a następnie opatrzył przyjacielowi rozcięte ramie. (Tak, Gnom ma nauczkę by trzymać się z dala od miasta, to mu wyraźnie nie służy …) Jak się okazało, Vulgrim też oberwał po głowie bo nie chciał współpracować z tajemniczym mężczyzną. To zaczęło stanowić realne zagrożenie, ale drużyna chwilowo postanowiła się zająć ofertą Krzywonosa.


     Zdenerwowani i poturbowani awanturnicy podarowali sobie wizytę w zamtuzie i czym prędzej udali się do Kugelschreibra. Dom inżyniera wyróżniał się spośród otaczających go kamienic. Tu  i ówdzie widać było dziwne rzeczy wystające poza konstrukcję budynku. Sam Wolfgang okazał się sepleniącym, roztrzepanym wynalazcą, który bardziej śmieszył niż wzbudzał szacunek. Potrzebował ochrony, gdyż miejscowi opryszkowie postanowili odwiedzić go za kilka dni i jeśli nie zapłaci im ustalonego haraczu, pewnie puszczą jego warsztat z dymem. Za rozwiązanie jego problemu raz na zawsze, oferował 100 złotych koron na głowę. Awanturnicy skuszeni kwotą przyjęli pracę i podpisali umowę.
     Przyszła pora na obmyślenie sposobu, w jaki 2 niedoszłych magów i czeladnik mają poradzić sobie z miejscowymi zbirami. Zgodnie postanowili, że zaczną od zebrania informacji w pobliskich karczmach. Przyjaciele rozeszli się po okolicy szukając źródła informacji. Gnom postanowił wypytać jedną z przydrożnych dziewic, a przy okazji skorzystać z jej zaplecza. Ów „profesjonalistka” zwana Rudą Kundzią, zafascynowana ars amandi gnomów, udzieliła cennych informacji o Wolfgangu. Za swoje „poświęcenie” Kvint pozyskał od Rudej robaczywy koklusz, który dopisał się do pechowej listy rzeczy i chorób, które spotkały go w Altdorfie.
     W tym czasie Johann i Vulgrim rozpytali całą resztę żebraków i pobliskich mentów. Reasumując, drużyna dowiedziała się kilku istotnych rzeczy:
-           Wolfgang Kugelschreiber był inżynierem, ale został wyrzucony z gildii za podejrzane eksperymenty i wynalazki.
-           Inżynier ma wielu wrogów, a Krzywonos dodatkowo zniechęca i obraża wszystkich z którymi rozmawia.
-           Podobno za wymuszeniami w tej dzielnicy stoją strażnicy miejscy z niedaleko położonego posterunku.
       Rozmyślając nad wszystkimi pozyskanymi informacjami, awanturnicy postanowili się przygotować na przyjście oprychów, a lekko szalonego inżyniera poprosili o skonstruowanie czegoś na kształt miotacza ognia bo przywitać reketerów małą niespodzianką. Ta myśl spodobała się Wolfgangowi, który nie tracąc czasu zaczął w swoim warsztacie przerabiać wielką gaśnicę na miotacz ognia. Johann, Vulgrim i Kvint utwierdzili się w przekonaniu, że ich pracodawca jest zdrowo trzepnięty, gdy zapoznali się z jego wynalazkami – automatycznym skubaczem do kurcząt, maską do oddychania pod wodą, lotniami na dachu,a ponadto czymś, co miało być łodzią podwodną, złożoną wewnątrz warsztatu, daleko od nabrzeża. Dodatkowo Kugelschreiber gdy tylko zaczęło grzmieć, oznajmił, że będzie łapać piorun i potrzebuje pomocnika, który mu potrzyma długi stalowy maszt na dachu… Wszyscy zgodnie odmówili i postanowili udać się na zasłużony odpoczynek, przed nieuchronnie zbliżającą się konfrontacją z reketerami.


     Nie pospali jednak za długo. Obudził ich Vulgrim, który oznajmił, że złapał włamywacza, przeszukującego biuro Wolfganga. Drużyna stwierdziła, że musi przesłuchać chłopaka. Kvint upierał się, żeby wykorzystać do tego celu automat do skubania kurczaków, lecz ostatecznie Vulgrim rozwiązał złodziejowi język rozgrzanym żelazem. I tu, się sprawy skomplikowały, bo złodziej, oznajmił, że jest szpiegiem działającym z polecenia Inkwizycji, ponadto szuka dowodów na to, że Kugelschreiber jest heretykiem. Na dowód pokazał zapiski inżyniera z „bluźnierczymi” wynalazkami, które właśnie znalazł w jego biblioteczce. Dodał, że jeśli nie wróci z informacjami do rana, inkwizytorzy zjawią się u szalonego inżyniera i aresztują Wolfganga, jak i każdą związaną z nim osobę. 
     Awanturnicy postanowili, że poinformują o tym Wolfganga, a chłopaka, no cóż, trzeba się pozbyć. Gnom zaproponował, że powinni go przywiązać do masztu na dachu kamienicy. Szaleje burza, a najbliższy piorun uwolni ich od problemu szpiega. Magowie przystali na to rozwiązanie. Wszystkim wydało się one wystarczająco humanitarne... Niestety, nim zdołali przywiązać Helmuta do masztu i zejść z dachu, uderzył piorun rażąc wszystkich. Gdy się ocknęli, po chłopaku została tylko para dymiących butów… 
    Nie mając już czasu do stracenia, a wręcz mając nóż na gardle, pobiegli do warsztatu Kugelschreibera i poinformowali go o wszystkim. Gdy tylko wspomnieli o inkwizycji, inżynier zaczął nerwowo krzątać się po warsztacie, wrzucać do łodzi podwodnej różne pakunki, po czym sam wskoczył do środka i podpalił lont. Lont prowadzący do wielkiej beczki z prochem ustawionej pod jedną ze ścian. Z wnętrza łodzi, przez grube, szare szkło widać było postać Wolfganga i Krzywonosa, które krzyczały – Uciekajcie!
     Drużyna stała jak wryta przez kilka sekund, nie wiedząc, co tak właściwie się przed chwilą wydarzyło, po czym zaczęła uciekać. Ledwo udało im się wybiec z warsztatu, wielki wyburz rzucił nimi o ziemię, a gdy oszołomieni spojrzeli w stronę warsztatu, zobaczyli hektolitry wody, wlewające się do wnętrza nieistniejącej już pracowni. Łódź Kugelschreibera szybko zniknęła pod jej powierzchnią. Szalony inżynier zbudował swój warsztat niedaleko tamy i rzeki biegnącej przez Altdorf… W tym szaleństwie jednak było coś genialnego...
     Ale nie było czasu na rozmyślania, po wybuchu, okoliczne domy stanęły w płomieniach, które szybko ogarniały kolejne zabudowania, w tym dom Wolfganga. Johann, Vulgrim i Kvint postanowili uciekać jak najszybciej, chwytając w pośpiechu kilka wynalazków z domu szalonego inżyniera.
     

     I tak, kończy się ta przygoda. Trójka bohaterów wymknęła się z ogarniętego pożarem miasta, bez zapłaty, z kolejnymi wyrzutami sumienia, że choć raz mogliby zakończyć zlecenie w sposób nie narażający ich na ściganie listem gończym.
     Po przygodzie, Vulgrim zdołał ocalić z domu Kugelschreibra kilka ksiąg i konceptów, natomiast Kvint porwał w pośpiechu aparat do oddychania pod wodą, losowe książki oraz różowy miecz, który okazał się dość cennym magicznym przedmiotem… tylko różowym…
     To jak równolegle potoczyły się przygody reszty drużyny, możecie przeczytać tutaj: Pomylona Tożsamość.
     Niestety koleją z przygód, gnom musiał opuścić, to co się podczas niej wydarzyło przeczytacie tu: Cienie nad Bogenhafen


2 komentarze:

  1. Lepiej późno, niż później. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, może mały poślizg jest, ale wszystko wraca na swoje tory:D Będzie, że wspomnienie:P

      Usuń